| Witam, nie wiecie przypadkiem, czy mozna sie budowac na czyjejs
| dzialce? Zakladajac, dostane od wlasciciela wszelkie upowaznienia
| (notarialnie to trzeba zalatwic?). W najprostrzym przypadku: rodzice
| kupuja dzialke, a ja sie na niej buduje. Mozna tak?

teoretycznie można. wystarczy prawo dysponowania nieruchomością na
cele budowlane,
czyli np. umowa przedwstępna sprzedaży, darowizny itp.
ale wcześniej skontaktuj się z zakładem energetycznym itd. bo tu może
być problem.


najprościej to umowa dzierżawy działki w formie użyczenia, nie musi mieć
formy notarialnej, ważne aby w umowie pisało wprost że właściciel wyraża
zgodzę na budowanie domu wraz robotami towarzyszącym, najlepiej zawrze umowę
na czas nieokreślony, zagwaranmtowac sobie prawo pierwokupu, oraz określić
że w przypadku wypowiedzenia umowy przez właściciela musi on pokryć koszty
zbudowanych na działce nieruchomości.

W gruncie rzeczy stajesz się prawie właścicielem działki, bez prawa do
dalszej odsprzedaży, czy zadłużenia się na poczet tej działki.

dostawcy mediów nie powinni mieć żadnych ale, a jeśli mają to niech pokażą
podstawę prawną.


· 

sprawa wyglada tak:

istniejaca firma GmbH (czyli sp. z o.o. z tym ze kodeksu handlowego
niemieckiego)
chce prowadzić w Polsce interesy. Na chwile obecna nie jest w stanie owa
firma stwierdzic
ze planowany bisnes wypali na 100%. W zwiazku z tym ewentualne umowy
przedwstepne np dzierzawy
lokali, zlecenia wykonania pewnych prac przez firmy polskie itd itp
chcialaby zawierac jako podmiot niemiecki z firmami polskimi.
czy na mocy obowiazujacych polskich przepisow jest to mozliwe i
legalne??????

Czy ja prowadzac dzialalnosc moge wystawic fakture VAT firmie niemieckiej
wpisujac zamiast polskiego NIPu niemiecki numer identyfikacji podatkowej
nawiasem mowiac owa firma zjawila sie w siedzibie mojej zamowila pewne prace
i teraz co zrozumiale zyczy sobie faktury, ale czy US nie powiesi mnie za...
za cos takiego???

licze na szybka i rzeczowa odpwiedz

pozdr
przem


Rolnicy mogą stracić na elektrowniach wiatrowych
(PAP, dd/31.07.2008, godz. 06:04)

Rolnicy w północnej i zachodniej Polsce podpisują niekorzystne umowy na dzierżawę ziemi pod elektrownie wiatrowe. W przypadku wycofania się z kontraktu, grozi im bankructwo - informuje "Nasz Dziennik".

Według gazety, na terenie północnego Mazowsza oraz Warmii i Mazur aktywna jest spółka Nowa Era z Gdyni, która podpisała przedwstępne umowy z rolnikami w kilku gminach. W niektórych wsiach umowy podpisali z nią niemal wszyscy rolnicy, którym to zaproponowano.

W zamian za zgodę na dzierżawienie ziemi rolnikom proponowano roczny czynsz w wysokości ok. 2,4 tys. euro. Niektórzy liczyli na więcej pieniędzy, bo na terenie ich gospodarstw miałoby stanąć kilka wiatraków. Według gazety, rolnicy nie zauważyli, że wymieniona w umowie kwota 2,4 tys. euro przysługuje nie na jeden wiatrak, tylko na jeden megawat zainstalowanej mocy.

Prawnik Andrzej Godlewski, któremu "ND" pokazał treść umowy, zwrócił uwagę na wysokość odszkodowania w razie odstąpienia od umowy. Jest to 900 tys. zł. Ponadto, zgodnie z umową, rolnicy nie mogą stawiać żadnych budynków w odległości 600 metrów od projektowanej elektrowni wiatrowej.

źródło

Ze smutkiem stwierdzam, że żaden z was nawet nie przeczytał mojego projektu. Ja wcale nie proponuję wprowadzenia użytkowania wieczystego. Mój projekt zapłaty odszkodowania zakłada tylko, że chłop będzie spłacał daną mu ziemię przez 40 lat płacąc rocznie po 2,5% wartości ziemi. W tym sensie jest to podobne do użytkowania wieczystego.

Ja się przyczepiłem tylko do określenia RATA.

A ogólnie - jeżeli po 40 latach ziemia ma być (po spłaceniu) przewłaszczona na rzecz chłopa - to nadal będę twierdził iż nie jest to zbliżone do użytkowania wieczystego (gdyż do momentu spłaty ziemia pozostaje własnością Państwa i chłop nie ma pełnego prawa rozporządzania nią ze zbyciem włącznie), a raczej ma charakter dzierżawy czy raczej bezpłatnego użytkowania (bo nie ma tu opłaty dzierżawnej) z określonymi warunkami przewłaszczenia.
Mamy tu do czynienia z sytuacją jakby podpisano umowę przyrzeczenia (czyli przedwstępną umowę sprzedaży) z określonymi warunkami płatności i przekazaniem do użytkowania przyszłemu nabywcy, z teminem zawarcia umowy przyrzeczonej (czyli ostatecznej umowy sprzedaży) za 40 lat.

· 

klauzule waloryzacyjne+przyklady
solidarność bierna
Skutek slabszy i silniejszy umowy przedwstepnej
odpowiedzialność maloletniego za szkode
miarkowanie kary umownej w jakiej sytuacji
nowacja
cesja
przejecie dlugu

Pyt. zamknięte
Czy uplyw terminu przedawnienia wzgledem jednego z dluznikow solidarnych ma skutek wzgledem pozostalych
Czy umowa przedwstepna do umowy sprzedazy nieruchomosci zawarta w zwyklej fornie pisemnej jest wazna
Czy mozliwe jest podwyzszenie wynagrodzenia ryczaltowegp
Czy dzierzawca moze oddac w poddzierzawe jesli nie ma o tym mowy w umowie
Czy najemcy przysluguje roszczenie windykacyjne
Czy umowa s.c. musi byc zawarta na pismie
Czy klauzula abuzywna powoduje niewaznosc umowy

Odpowiedz na pytania zamkniete polega na zaznaczeniu odpowiedzi TAK?NIE

Oczywiscie tresc pytan moglam przekrecic ale mniej wiecej takie byly

Czy uplyw terminu przedawnienia wzgledem jednego z dluznikow solidarnych ma skutek wzgledem pozostalych
Czy umowa przedwstepna do umowy sprzedazy nieruchomosci zawarta w zwyklej fornie pisemnej jest wazna
Czy mozliwe jest podwyzszenie wynagrodzenia ryczaltowegp
Czy dzierzawca moze oddac w poddzierzawe jesli nie ma o tym mowy w umowie
Czy najemcy przysluguje roszczenie windykacyjne
Czy umowa s.c. musi byc zawarta na pismie
Czy klauzula abuzywna powoduje niewaznosc umowy

Nie
tak
tak
nie
nie
tak
tak

Ok ,zgadza sie .Ale jak mam wyliczyc wartośc gruntu ,jezeli ani w umowie przedwstępnej ani w akcie notarialnym nie mam tej wartości ??????
Przeciez nie bede zatrudniał rzeczoznawcy.
Chyba ,ze obliczyc z podatku od użytkowania wieczystego .


Kupiłes od Hossy mieszkanie bez gruntu. Grunt (na którym stoi blok)pocżtkowo był dzierżawiny przez Hossę a w momecie powstania Wspólnoty dzierżawa przeszła na nią (czyli wszystkich mieszkańców w procentowych udziałach proporcjonalnie do wielkości mieszkań). Za ten grunt nie zapłaciłeś ani złotówki w dalszym ciau to własność miasta. Hossa jedynie sprzedawała udziały w wewnetrznej drodze osiedlowej (tzn każdy mieszkaniec płacił udział na zbudowanie i zagospodarowanie części wspólnych wewnętrznej drogi osiedlowej) Nie pamiętam czy teren pod drogę jest naszą własnością czy też go dzierzawimy. Wszystko zapisane jest w akcie notarialnym więc sam możesz sprawdzić co kupiłeś a czego nie.

Odnosząc to wszystko co napisłem powyżej do umowy kredytowej na zakup mieszkania sam powinienes sobie odpowiedzieć ile procent odsetek możesz odliczyć. np

mieszkanie + udział w wew. drodze osiedlowej = 215 000 + 3500
kredyt który brałeś = 218 500
odsetki które zapłaciłes w 2008 roku 6543
218 500 to 100%
6543 to 2,9945 %

a więc odliczyć tylko możesz 97,0055% odsetek

Powyżej to jest tylko przykład który moze być bardzie rozbudowany np o udział własny i ograniczony limitami. Jesli kupiłeś również garaż czy piwnice za pieniądze z kredytu musisz też to uwzględnić.

co stanowi wzrost o ponad 30% w moim przypadku...


to jak będziesz kupował następne mieszkanie to przeczytaj umowę przedwstępną (chodzi o dzierzawę kotłowni) a pieniążki na przyszłe remonty to dodrukujemy???

to co napisałem w wyliczeniu to maksymalny koszt moim zdaniem

Mimo że to nadal sprawa bardzo niepewna to może warto poznać wasze zdanie na temat fuzji holdingu AMICA WRONKI z LECH-em POZNAŃ. Do owej fuzji ma dojść po zakończeniu obecnego sezonu. Kilkanaście dni temu w poznańskim Urzędzie Miejskim doszło do podpisania przedwstępnej umowy w/w sprawie. Aby do "zaślubin" doszło zgodnie z prawem w owej sytuacji PZPN po sezonie otrzymując wszystkie potrzebne do tego dokumenty przyzna nowej spółce licencję na grę "nowego" zespołu w Orange Ekstraklasie. Potem nowe władze klubu o nazwie KKS LECH POZNAŃ muszą otrzymać w dzierżawę obiekty klubowe Lecha wraz ze stadionem na co już teraz władze miasta Poznania przynały zgodę. Praktycznie tylko od PZPN zależy owa fuzja. Miło bedzie przeczytać co WY kibice o owej FUZJI sądzicie.

Teza: My tez juz troche urzadzilismy (na papierze). Myslimy nad tym od kilku miesiecy, cos juz tam ogladalismy, zastanawiamy sie nawet czy nie zaczac kupowac rzeczy, zeby skorzystac z ulgi remontowej (ostatni miesiac )

Odpowiedz: Wydaje mi się, że przesłanką do skorzystania z ulgi remontowej jest tytuł prawny do nieruchomości - tzn. trzeba być najemcą, właścicielem, dzierżawcą itp. W naszej sytuacji to chyba nie może mieć miejsca bowiem nieruchomości nie są w naszym władaniu. W przypadku tytułu prawnego można by dyskutować, bo zawarte przez nas umowy deweloperskie nie są umowami przedwstępnymi i dają nam bezpośrednie roszczenie o wybudowanie i przeniesienie własności lokalu. Jednak kwestią podstawową jest fakt, że nasze mieszkania nie są jeszcze wyodrębnione, nie są w naszym władaniu a my posiadamy wyłącznie roszczenie do Dewelopera. Poza tym nieruchomość nie została nawet oddana do użytku.

Ale mogę się mylić.

Proszę o informację czy jest szansa uzyskania dotacji z UP na prowadzenie szkółki tenisowej.

Sytuacja wygląda następująco :

- mam umowę przedwstępną z ośrodkiem rekreacyjnym o dzierżawie kortów w m-cach maj - koniec września .
W październiku mam gwarancję na piśmie osoby fizycznej, która ma własny kort przykryty balonem , że będę mógł u niej prowadzić zajęcia .

Na ulotce z UP napisane jest, że nie można przyznać dotacji na działalność sezonową.
Jak wynika z powyższego mam na piśmie gwarancje, że w sezonie letnim dzierżawię korty ziemne w miejscowości A , po zmianach pogodowych korty te zamieniam na kort kryty w miejscowości B.
Czy jest możliwe uzyskanie dotacji na taki rodzaj działalności przy tym "układzie" ??

1
Witam

Ciąg dalszy sprawy siłowni wiatrowych. Przedstawiciele inwestora zaczęli podpisywać umowy przedwstępne na dzierżawę działek pod wiatraki w okolicach Wierszczycy , Gródka, Łubcza i Nedeżowa w gminie Jarczów. A chłopy idą jak w dym...
Czyli kolejny teren atakowany przez niezłomne firmy branży wietrznej.Zamiast Buczyn Grzędy Sokalskiej-parki wiatrowe Grzędy Sokalskiej.
Pozostaje nadzieja, że pomiary potencjalnej energii wiatru wypadną niekorzystnie.

Dzielę się moim wrażeniami z kampanii wrześniowej, może przyda się potomności
Potwierdzam opinię gadz'a - dr Stroiński jest wymagającym egzaminatorem, napewno nie można liczyć na dobrą ocenę jeżeli nie jest się solidnie przygotowanym. Z drugiej strony pan dr zadaje normalne pytania bez żadnych udziwnień (w mojej trójce: omówić rodzaje solidarności, umowa przedwstępna, przesłanki odpowiedzialności, umowa dzierżawy, skutki uznania za zmarłego dla małżeństwa), do każdego z nich zadaje 1-2 pomocnicze pytania. Wielki plus za danie czasu na ułożenie sobie odpowiedzi na papierze. Egzamin w przyjemnej atmosferze, polecam.

Jeżeli chodzi o termin przeniesienia targowiska to zapewniam wszystkich, że kwiecień odpada - koniec maja to tak. Tyle trzeba czasu na przygotowanie tarowiska i pawilonów na Łukasiewicza, a do tego czsu mamy obietnice Prezydenta - pełna nietykalność.

Jestem handlowcemi wiem, że towar w większość jest produkowany przez naszych producentów, ewentualnie sprzedawany przez naszych importerów z Tuszyna , Poznania, Warszawy, pracę mają i jedni i drudzy.

Jeżeli chodzi o ceny to Takie TESCO sprzedaje np. kurtki importowane z Chin taniej jak trzeba za nie zapłacić w Warszawie - podam przykład kurtka, która w TESCO kosztuje 59 zł. w hurcie u importera kosztuje 65 zł.
Jest to spowodowane tym iż ja biorac kurtki od importera kupuje 20 kurtek, a TESCO 10tyś. na wszystkie swoje sklepy i to u producenta. Jaka to skala porównawcza.

Z innej beczki - sukienka wyprodukowana u naszego producenta u mnie będzie kosztowała 120zł. w TESCO jak się pojawi przypadkiem 170zł. , a w Galeri 210zł.

I do tego momentu jest wszystko niby ok. tylko , że TESCO chcąc przyciągnąć klienta daje takie ceny na inne produkty żeby klient kupował wszystko u nich, i w ten sposób nas niszczy.
W galeriach są sami potentaci z kasą, ale są dla nas mało konkurencyjni, dlatego chcieliśmy walczyć z nimi cenami, ale na tych samych warunkach, a nie na zad... Łukasiewicza. Część zielonych terenów było tymi równymi warunkami, narazie przegraliśmy.

Teraz musimy iść na Łukasiewicza, czekamy tylko na Pana Prezydenta, który narazie zaprzestał odpowiadać na nasze pisma potwierdzające nasze chęci na negocjacje.

Pan Urbaniak ( Defil) zaprzestał rozmów z częścią handlowców ( tymi co chcieli iść na Defil ), umowy które zostały przedstawione ( przedwstępne) są bardzo jednostronne, brak jest określenia cen za dzierżawę, wszystko jest bardzo niepewne.

I to chyba wszystko.


Kupcy kontra miasto - ciąg dalszy awantury

Anna Roży, 2006-08-29

Minął ostateczny termin. Dziś kupcy z kieleckich Plant nie zostaną wpuszczeni na plac. W piątek ma się tu rozpocząć budowa hali targowej. Ale kupcy zapowiadają, że na placu się pojawią.

Awantura na placu targowym przy Plantach trwała cały wczorajszy dzień. Jednak z każdą godziną coraz więcej kupców decydowało się na pakowanie swoich rzeczy. Niektórzy nawet demontowali swe pawilony.

- Pogodziłem się z losem. Rozbieram pawilon, bo nie mam innego wyjścia. Na razie przenoszę się na plac Wolności. Co będzie później, nie wiem - mówił jeden z handlujących.
Placu na Plantach pilnowali wczoraj strażnicy miejscy, wpuszczając tylko kupców. Niektórzy z handlujących nie ustępują. Przedstawiciele kupców rozmawiali wczoraj w Przedsiębiorstwie Usług Komunalnych, które zarządza placem.

- Jesteśmy narażeni na straty. Wynajęliśmy prawników z warszawskiej kancelarii, którzy będą nas wspomagać. Chcemy od miasta odszkodowania. Przygotowujemy też wniosek do prokuratury - mówiła Krystyna Urbanek, reprezentująca protestujących kupców. Nie chciała jednak zdradzić, czego będzie dotyczył. - Kolejny raz próbowaliśmy negocjować z prezesem PUK. Chcielibyśmy, żeby na czas budowy hali przeniesiono nas na tzw. trójkąt bermudzki (rejony ul. Piotrkowskiej i al. IX Wieków Kielc - red.) oraz małego placu targowego przy ulicy Bodzentyńskiej - dodała. Kupcy domagają się także podpisania umów przedwstępnych, w których zapisano by przyszłe ceny za dzierżawę miejsca w wybudowanej hali.

Władze miasta są nieugięte.

- Kupcy mogą przenieść się na ulicę Mielczarskiego lub Solną. We wtorek nikt nie zostanie wpuszczony na plac. Musimy przygotować teren pod budowę. PUK wydzierżawił go na 20 lat i ma prawo bronić swojej własności - mówi Krzysztof Przybylski, pełnomocnik prezydenta Kielc ds. bezpieczeństwa.

Firma Mitex, która wygrała konkurs na budowę hali, czeka na przejęcie placu. - Budowa ma się rozpocząć na początku września. Jesteśmy gotowi do jej rozpoczęcia - mówi Andrzej Witkowski, dyrektor Mitex Kielce.

1
Witam

Dzisiaj dowiedziałem się, że inwestor z Poznania podpisuje umowy przedwstępne na dzierżawę gruntów pod siłownie na Białej Górze (wieś Majdan Górny) w pobliżu użytku ekologicznego o tej samej nazwie.Czyżby murawy kserotermiczne sprzyjały wiatracznikom?

Podkulski wybuduje centrum za 700 mln zł

Ryszard Podkulski, właściciel większości terenów w rejonie byłego hotelu Rzeszów, odkrywa karty: zrealizuje znaną od dawna koncepcję centrum hotelowo-biurowo-handlowego. Proponuje jedną zmianę: biurowiec zamiast ośmiu mógłby mieć dwadzieścia pięter W czwartek jako jedyni podaliśmy informację o tym, że Podkulski ma już większość terenów, na których zaplanowane zostało centrum hotelowo-biurowo-handlowe w rejonie byłego hotelu Rzeszów. W środę jego spółka Hotel Victoria z Lublina kupiła w przetargu miejskim 34-arową działkę. Zapłaciła za to 8,6 mln zł. Do przetargu stanął także sam Podkulski i firma Projekt Echo 57. Poza prezesem Hotelu Victoria nikt jednak nie wszedł do licytacji. W hotelu 100 proc. udziałów należy do Podkulskiego.

"Gazeta" dowiedziała się, że wcześniej - już 11 dni temu - Podkulski nabył od firmy Galeria Rzeszów 1,7 ha razem z ruinami po hotelu Rzeszów. Zapłacił za tę ziemię 40 mln zł.
- Ale to pieniądze tylko za teren. Musiałem też zapłacić za całe zorganizowane przedsiębiorstwo, czyli koncepcję, dokumenty dotyczące budowy centrum. To wielki majątek, bo w tym są m.in. umowy przedwstępne na dzierżawę ok. 40 proc. powierzchni centrum, projekt techniczny całego kompleksu - mówi Podkulski, ale nie chce zdradzić wysokości kwoty, którą zapłacił.

Teraz Podkulski ma już trzy czwarte terenu, na którym ma powstać centrum. Do kupienia został hektar, który należy do miasta. Ale wobec działek wchodzących w jego skład są roszczenia dawnych właścicieli i ich spadkobierców. To jak dotąd odstraszało potencjalnych inwestorów. Podkulski tym się jednak nie przejmuje: - Odkupiłem już znaczną część tych roszczeń. Z moich informacji wynika, że pozostałe są niezasadne i wkrótce sytuacja zostanie wyczyszczona. Myślę, że do końca tego roku wszystko się wyjaśni.I zapowiada, że jeszcze latem tego roku ruszą pierwsze prace przygotowawcze na tym terenie - do którego ma już prawo. M.in. próbne palowanie, burzenie budynku po byłym przedszkolu. Rozpoczęcie właściwej budowy zaplanował na początek przyszłego roku, a ukończenie na 2010 rok. Nad realizacją części hotelowej ma czuwać spółka Hotel Victoria, nad częścią biurowo-handlową - firma Cushman.
Podkulski zapewnia, że to, co powstanie, będzie realizowane zgodnie ze znaną już od dawna koncepcją. Chce tylko walczyć o jedną zmianę. Część biurowa, która ma się nazywać Feniks, miała w założeniu mieć osiem pięter. Podkulski chce podwyższenia tego budynku do 20 kondygnacji. - W centrum miasta powinien powstać wieżowiec - uważa przedsiębiorca.
Ale żeby zrealizować ten zamiar, w tym zakresie musi się zmienić plan przestrzennego zagospodarowania terenu. Musi się na to zgodzić rada miasta.

Cała inwestycja ma kosztować 600-700 mln zł. To koszt przedsięwzięcia razem z gruntami. Połowę Podkulski chce sfinansować z kredytu bankowego. - Mam już zapewniony kredyt w wysokości 100 mln euro - zdradza biznesmen.

Źródło: Gazeta Wyborcza Rzeszów

http://miasta.gazeta.pl/r...700_mln_zl.html

co o tym myslicie ?? jesli faktyucznie to zrealizuje tak jak było w planie to bezie super, 20 pieter ?? no no fajnie by to wygladało pod warunkiem ze to nie bedzie blacho biurowiec
a co z offsetem ??
a czy ktos mogl by zrobic nowa wizualke z 20 pieterkami ??

Aż nie mogę uwierzyć.

Gdańsk wygrał proces o hektar ziemi w Brzeźnie

Gmina po latach walki wygrała proces o hektar ziemi w Brzeźnie, jednej z najbardziej atrakcyjnych działek w mieście. Mimo to na odzyskanie terenu trzeba jeszcze poczekać.

- Takiego wyroku się spodziewaliśmy - cieszy się Wiesław Bielawski, wiceprezydent Gdańska ds. polityki przestrzennej.

Dzierżawcą wieczystym hektarowej działki przy ul. Zdrojowej w Gdańsku Brzeźnie jest Kordian Borejko, członek SLD, honorowy prezes Sopockiego Klubu Tenisowego, ważna postać w ostatniej dekadzie PRL. W 1993 roku wygrał przetarg na teren w Brzeźnie. Przed wojną stała tam hala zdrojowa, obok spacerowe molo, a wokół rozciągał się park zdrojowy. Borejko zapłacił za dzierżawę 89 tys. zł i zobowiązał się, że w ciągu czterech lat odbuduje halę. Nie dotrzymał słowa. Mimo to zarząd miasta dał mu czas na zagospodarowanie działki do końca 1999 roku. Tego terminu Borejko również nie dotrzymał. W 2001 roku gmina zdecydowała się wypowiedzieć dzierżawę. Sprawa trafiła do sądu. Jednak przed samym finałem sprawy prezydent Gdańska Paweł Adamowicz zawiesił postępowanie. Borejko złożył w magistracie oświadczenie, że rozpoczyna budowę i szacuje inwestycję na 36 mln zł. I choć nie potrafił wykazać, skąd weźmie pieniądze, miastu takie zapewnienie wystarczyło.

- To był szerszy problem - tłumaczy Bielawski. - Borejko miał kłopoty z uzgodnieniem projektu z konserwatorem zabytków. Staraliśmy się być wyrozumiali.

Półtora roku temu gmina wszczęła kolejny proces. Kordian Borejko nie stawiał się na rozprawy.

Mimo to wczoraj zapadł wyrok. Borejko musi oddać miastu 7,2 tys. zł za radcę prawnego i wpłacić 16,6 tys. zł do kasy skarbu państwa za niezapłacone opłaty sądowe.

- Ponadto umowa między miastem a panem Borejko musi zostać rozwiązana - powiedział sędzia Piotr Daniszewski. - Sąd nie zgadza się jednak na wydanie nieruchomości. Czynności windykacyjne gmina może wszcząć dopiero po uprawomocnieniu się wyroku.

Uprawomocnienie nastąpi najwcześniej za 19 dni. Ale pełnomocnik Kordiana Borejki powiedział wczoraj, że złoży wniosek o uzasadnienie wyroku, co potrwa kolejne kilka tygodni. - Zastanowimy się też nad apelacją - dodaje adwokat Marek Kanawka. - Do tego czasu gmina nie ma prawa odebrać mojemu klientowi ziemi. Nie ukrywam, że pan Borejko podpisał umowę przedwstępną sprzedaży tego terenu.

- Każdy, kto kupi ten kawałek ziemi, będzie następcą prawnym pana Borejki i będzie musiał respektować dzisiejszy wyrok sądu - odpowiada wiceprezydent Bielawski. - Niech liczy się z tym, że nie interesuje nas nic innego, jak rozwiązanie umowy i wystawienie działki na przetarg.

Katarzyna Włodkowska

Aż nie mogę uwierzyć.

Gdańsk wygrał proces o hektar ziemi w Brzeźnie

Gmina po latach walki wygrała proces o hektar ziemi w Brzeźnie, jednej z najbardziej atrakcyjnych działek w mieście. Mimo to na odzyskanie terenu trzeba jeszcze poczekać.

- Takiego wyroku się spodziewaliśmy - cieszy się Wiesław Bielawski, wiceprezydent Gdańska ds. polityki przestrzennej.

Dzierżawcą wieczystym hektarowej działki przy ul. Zdrojowej w Gdańsku Brzeźnie jest Kordian Borejko, członek SLD, honorowy prezes Sopockiego Klubu Tenisowego, ważna postać w ostatniej dekadzie PRL. W 1993 roku wygrał przetarg na teren w Brzeźnie. Przed wojną stała tam hala zdrojowa, obok spacerowe molo, a wokół rozciągał się park zdrojowy. Borejko zapłacił za dzierżawę 89 tys. zł i zobowiązał się, że w ciągu czterech lat odbuduje halę. Nie dotrzymał słowa. Mimo to zarząd miasta dał mu czas na zagospodarowanie działki do końca 1999 roku. Tego terminu Borejko również nie dotrzymał. W 2001 roku gmina zdecydowała się wypowiedzieć dzierżawę. Sprawa trafiła do sądu. Jednak przed samym finałem sprawy prezydent Gdańska Paweł Adamowicz zawiesił postępowanie. Borejko złożył w magistracie oświadczenie, że rozpoczyna budowę i szacuje inwestycję na 36 mln zł. I choć nie potrafił wykazać, skąd weźmie pieniądze, miastu takie zapewnienie wystarczyło.

- To był szerszy problem - tłumaczy Bielawski. - Borejko miał kłopoty z uzgodnieniem projektu z konserwatorem zabytków. Staraliśmy się być wyrozumiali.

Półtora roku temu gmina wszczęła kolejny proces. Kordian Borejko nie stawiał się na rozprawy.

Mimo to wczoraj zapadł wyrok. Borejko musi oddać miastu 7,2 tys. zł za radcę prawnego i wpłacić 16,6 tys. zł do kasy skarbu państwa za niezapłacone opłaty sądowe.

- Ponadto umowa między miastem a panem Borejko musi zostać rozwiązana - powiedział sędzia Piotr Daniszewski. - Sąd nie zgadza się jednak na wydanie nieruchomości. Czynności windykacyjne gmina może wszcząć dopiero po uprawomocnieniu się wyroku.

Uprawomocnienie nastąpi najwcześniej za 19 dni. Ale pełnomocnik Kordiana Borejki powiedział wczoraj, że złoży wniosek o uzasadnienie wyroku, co potrwa kolejne kilka tygodni. - Zastanowimy się też nad apelacją - dodaje adwokat Marek Kanawka. - Do tego czasu gmina nie ma prawa odebrać mojemu klientowi ziemi. Nie ukrywam, że pan Borejko podpisał umowę przedwstępną sprzedaży tego terenu.

- Każdy, kto kupi ten kawałek ziemi, będzie następcą prawnym pana Borejki i będzie musiał respektować dzisiejszy wyrok sądu - odpowiada wiceprezydent Bielawski. - Niech liczy się z tym, że nie interesuje nas nic innego, jak rozwiązanie umowy i wystawienie działki na przetarg.

Katarzyna Włodkowska

A ja - dopóki jeziorko Adamowicza nie zniknie - nie uwierzę...

Dłuższe umowy najmu ograniczą kruczki prawne

Renata Krupa-Dąbrowska 21-08-2008, ostatnia aktualizacja 21-08-2008 07:08

Banki, sieci handlowe i usługowe będą mogły zawierać czasowe umowy najmu nawet na 30 lat. W tej chwili nie mogą tego robić, stosują więc różne wybiegi prawne

To jest propozycja Komisji Palikota. Na początku września odbędzie pierwsze czytanie. Komisja chce wydłużyć z 10 do 30 lat w kodeksie cywilnym okres, na jaki mogą przedsiębiorcy zawierać umowy najmu na czas oznaczony.

Zbyt krótki okres

To bardzo dobry pomysł - ocenia adwokat Stefan Jacyno, partner w Kancelarii Wardyński i Wspólnicy. Przepis jest anachroniczny i wielu przedsiębiorcom utrudnia racjonalne planowanie inwestycji.

Magazyny, biura, sklepy w centrach handlowych wynajmuje się bowiem na długie lata. – Jest to najczęściej okres od 25 lat do 30 lat. Tyle bowiem potrzeba czasu na to, by inwestycja się zwróciła. Na taki okres zazwyczaj banki chcą udzielać kredytów na ich realizację. wyjaśnił mec. Paweł Kuglarz z Kancelarii Beiten Burkhardt P. Daszkowski.

Tymczasem kodeks cywilny pozwala zawierać umowy najmu na czas oznaczony maksymalnie na 10 lat, po upływie tego okresu uważa się je za zawarte na czas nieoznaczony (art.662 k.c.).

Zmiana tego okresu wyszłaby na przeciw inwestorom i finansującym bankom. Obecnie niektórzy przedsiębiorcy stosują różne konstrukcje prawne, żeby mieć gwarancję, że po upływie 10 lat dojdzie do zawarcia kolejnej umowy najmu na czas oznaczony.

Protezy prawne

- Często zawiera się dwie dziesięcioletnie umowy najmu, pierwsza wchodzi w życie od razu, a druga dopiero po 10 latach - wyjaśnia P.Kuglarz . Inny wybieg, to zawarcie umowy przedwstępnej, gwarantującej, że dojdzie do zawarcia kolejnej. W koncernach międzynarodowych natomiast spółka matka, znajdującą się zagranicą daje spółce - córce działającej na terenie Polski gwarancję patronacką, że po upływie 10 lat umowa będzie przedłużona i jeśli jest najemcą będzie mogła korzystać z lokalu, który do niej należy np 20 lat. Gwarancji udziela się najczęściej na podstawie prawa właściwego dla spółki matki, co oczywiście jest dozwolone, ale istnieje ryzyko, że polskie sądy uznają to za niedopuszczalne. Inny sposób to zawierane są umowy dzierżawy Tę ostatnie można bowiem zawrzeć nawet na 30 lat, dopiero po upływie tego okresu, traktuje się ją za zawartą na czas nieokreślony (art. 695 kodeksu cywilnego ). Sądy bardzo często kwestionują takie umowy, uważając je za klasyczne umowy najmu, nie można bowiem dzierżawić biura, albo sklepu.

Biurowce nie skorzystają

W ocenie Marcina Jończuka z Metrohouse S. A.., nowe przepisy ułatwią właścicielom przede wszystkim planowanie zysków z najmu, a najemcom dadzą pewność nakładów poniesionych np. na przystosowanie i modernizację nieruchomości dla potrzeb własnych przedsiębiorstwa oraz umożliwią planowanie dalszych inwestycji w wynajmowanej nieruchomości . Dotyczy to przede wszystkim wynajmu powierzchni dla banków, agencji doradzających finansowo , sieci handlowych, pod usługi i magazyny. Inaczej jest natomiast w wypadku biurowców.

Przepis nie będzie miał znaczenia dla najmu powierzchni biurowej, najchętniej bowiem wynajmuje się ją na 3 do 5 lat, bardzo rzadko na dłużej - wyjaśnia Dorota Leszczyńskie, pośrednika w obrocie nieruchomościami Maxon Nieruchomości.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: http://www.rp.pl/artykul/56670,179204_D ... awne_.html

cześć kochane kobitki,
już przedstawiam jak się ma sprawa dzierżawy gruntu...mianowicie byłam w pon na rozmowie w spółdzielni, tak jak pisałam wcześniej, mogą mi wydzierżawić grunt pod działalność ( jakies 30-35 m2), natomiast jak chodzi o lokalizację to PRAWIE idealna, tzn.też przy głównej drodze, ale nie naprzeciwko bloku który stoi wzdłuż tej głównej drogi.Nie wiem jak to wytłumaczyć żebyście miały jasny obraz sytuacji, jak wjeżdża sie na osiedle to po lewej str od ulicy stoją nowe bloki i jest ta większa część osiedla, a po prawej stoją bloki które były budowane jako pierwsze i jest ich ok.30.I miejsce w któym miałaby stanąć moja kwiaciarnia jest właśnie po tej prawej str., od głównej ulicy skręca się w prawo w uliczkę w tą starszą część i ja miałabym być przy tej drodze po prawej str. jakieś 5 m od głównej ulicy, tuż obok dużego spożywczaka...nie mogę być przy samej głównej bo to już nie należy do osiedla tylko do miasta...natomiast będę widoczna z każdej strony, zarówno ze starej jak i nowej części osiedla oraz z ulicy głównej.jak chodzi o koszt to dzierżawa gruntu wyniosłaby 800 zł.Dzięki aforko za wzmiankę o tym 3letnim okresie podpisania umowy, prawie pierwokupu itd..wypytałam o to i na szczęście nic takiego nie będzie obowiązywało w umowie, mało tego umowę mogę podpisać albo na czas nieokreślony albo na określony taki, który ja podam, tzn.jeśli chcę mogę podpisać umowę np.na 10 lat.Z jednej str.wolałabym nieokreślony, z drugiej czas określony, sama nie wiem....
W piątek mogę podpisać umowę przedwstępną, a po dostarczeniu projektu pawilonu i wizualizacji podpisujemy umowę właściwą.
Generalnie jestem zdecydowana na ten pawilon na 99%, natomiast jest podstawowa przeszkoda - nie mam skąd wziąć kasy żeby go kupić kombinowałam już jak się da i jestem w stanie skombinować może ze 3 tysiące, a reszta? Bez 12 tysięcy nie mam co marzyć o własnej kwiaciarni..
jak chodzi o media to koszt przyłącza prądu 1,5 tys., załatwiają to w ok.1-1,5 mca, woda tak samo.
tylko te cholerne pieniądze!!!! Mąz nie dołozy mi ani grosza, po pierwsze nie ma, po drugie wpakował już tyle w tą kwiaciarnię, że nie miałabym sumienia prosić go o jeszcze...
no i co ja mam zrobic kochane dziewczyny? Czy zawsze muszą być jakieś schody? Wiem że tam jestem w stanie się odbić, ale obawiam się, że mój plan skończy się na moich ogromnych chęciach..

a tak przy okazji, byłam dziś po kwiaty i ceny po prostu mnie powaliły, 80 Grand Amore 9 zł!!! 60 red ribbon do tej pory stała średnio po 2,2-2,6, dzisiaj zapłaciłam za nią 4,5! a metrówki po 12 zł! oszleli chyba, odpuściłam w tym roku te najdłuższe , kto by mi kupił różę po 20 zł!

p.s.patrzyłam już na używane pawilony ale wyglądają fatalnie, z reguły są to blaszane budki albo z płyty obornickiej, a ja jak juz mam coś postawić to ma to przyciagać klienta a nie go odstraszać...spróbuje jeszcze porozmawiać z producentem może rozłozyłby mi płatność na 2 raty....tak sobie tylko głośno marzę...już mi troche piórka opadły jak uświadomiłam sobie ile kasy potrzebuję
pzdr...

Dzięki wielkie za test, to ja od razu zamieszcze tutaj też odpowiedzi do tego testu jakby ktoś chciał:

1. który z poniższych wspólników może ponieść odp za zobowiązania spółki:
a) wsp spółki cywilnej
b) wsp spółki jawnej

2. co wchodzi w skład firmy spółki jawnej:
d) żadna z powyższych odp nie jest prawidłowa
ale nie jestem pewna, bo tam mogłyby być jakieś odp gdyby było pytanie „co wchodzi w skład przedsiębiorstwa” a „firma” to raczej pojęcie trochę abstrakcyjne

3. Wniesienie bp do spółki
a) jest możliwe

4. umowa
b) odszkodowanie, gdyby umowa przedwstępna była zawarta w formie um. def. czyli aktu notarialnego to odp byłaby a)

5. abstrakcyjna kontrola
a) każdy
b) prezes UOKIK
c) org konsumenckie

6. koncesja
c) przewozy lotnicze

7. zabezpieczenia na rzecz klientów org tur
a) tylko powinno być NNW i KL (a jest NWKiL)
b) OC
c) depozyt na rachunku wlasnym
d) rachunek powierniczy chyba też

8. sp cywilna
a) EDG
b) ale nie jestem pewna

9. hotel
d)

10. b)

11. wadium
b) przetarg

12. a)

13. pożyczka
a)
b)
c)

14. kredyt
b, c

15. zabezp. rzeczowe
c) hipoteka

16. rejestr zastawów – nie wiem

17. poręczyciel – nie wiem

18. przedmiot pożyczki
a) kasa
b) rzeczy oznaczone co do gatunku (ale nie co do tożsamości)

19. leasing
a) nazwana

20. del credere
b) to jest coś takiego, tylko tam powinno być jeszcze napisane że dostaje za to kase

21. allotment
d) nie wiem gdzie jest uregulowana ale na pewno w żadnym z ww

22. Ust. o swd, rozliczanie za pośr. rach bank
a) między przedsiębiorcami
b) > 15 tys. euro

23. a) b) c) e)

24.
a)
b) nie, ponieważ wpisowi podlegają wspólnicy a nie spółka

25. wiadomo d) 

26. zamówienia publiczne
b)
c)

27. umowy na odległość
c)
d)
ale to jest dziwne pytanie, bo ten artykuł jest tak beznadziejnie sformułowany, że w ogóle nie go nie rozumiem;] z kodeksu cywilnego

Art. 70. (37) § 1. W razie wątpliwości umowę poczytuje się za zawartą w chwili otrzymania przez składającego ofertę oświadczenia o jej przyjęciu, a jeżeli dojście do składającego ofertę oświadczenia o jej przyjęciu nie jest wymagane - w chwili przystąpienia przez drugą stronę do wykonania umowy.
§ 2. W razie wątpliwości umowę poczytuje się za zawartą w miejscu otrzymania przez składającego ofertę oświadczenia o jej przyjęciu, a jeżeli dojście do składającego ofertę oświadczenia o jej przyjęciu nie jest wymagane albo oferta jest składana w postaci elektronicznej - w miejscu zamieszkania albo w siedzibie składającego ofertę w chwili zawarcia umowy.
28. nic, ale dziwie się że nie ma odp. „żadna z powyższych”
29. przedsiębiorca wg kc a) c) ale nie jestem pewna tego pytania
Art. 431. Przedsiębiorcą jest osoba fizyczna, osoba prawna i jednostka organizacyjna, o której mowa w art. 331 § 1, prowadząca we własnym imieniu działalność gospodarczą lub zawodową
30. d)
31. a) b) d)
32. c) d)
33. nazwane to na 100% agencja, leasing, a z tych tutaj to wydaje mi się a) d) i chyba b)
34. c) d) ograniczone: użytkowanie, zastaw, służebność, posiadanie, pełne: własność, użytkowanie wieczyste
35. d)
36. zdaje się że d) w zeszycie mam napisane z wykładu: „dzierżawca inwestuje a to co się nie zamortyzowało właściciel zwraca mu po zakończeniu dzierżawy
37. b) c) d)
38. b) c- nie zawsze bo w impr w kraju może być pilot lub przewodnik.

1.Wykonawca jest zobowiązany do wykonywania usług stanowiących przedmiot zamówienia autobusami w wersji miejskiej, spełniającymi następujące wymogi: - Liczba autobusów niezbędna do wykonania zamówienia (wozy liniowe + rezerwa) – 4 sztuki, - Każdy z autobusów wyprodukowany po roku 2004, - Każdy autobus niskopodłogowy (brak stopnia w drugich drzwiach autobusu), - Pojemność nominalna (miejsca siedzące + stojące) min. 55 miejsc, długość autobusów min. 9,0m, w tym co najmniej dwa autobusy do obsługi linii nr 73 o długości nie większej niż 11,0m, - Liczba drzwi przeznaczonych dla wsiadania i wysiadania pasażerów otwieranych automatycznie ze stanowiska kierowcy, po prawej stronie autobusu – min. 3. - Posiadają wyposażenie, oznakowanie i urządzenia kasujące określone szczegółowo w zał nr 4 do wzoru umowy. dokument - - wykaz taboru jakim dysponuje Wykonawca niezbędny do wykonania zamówienia, spełniającym warunki opisane wyżej wg ilości niezbędnej do realizacji przedmiotu zamówienia, z określeniem formy własności lub dysponowania, typu i marki autobusu, nominalnej pojemności wg producenta, liczbą drzwi, długości autobusu, określeniem wysokości podłogi, podaniem numeru rejestracyjnego, roku produkcji oraz wymagań dot. wyposażenia, oznakowania i urządzeń kasujących zawartych w zał nr 4 do wzoru umowy. W przypadkach gdy Wykonawca dysponuje:1.taborem dzierżawionym, użyczonym lub w leasingu należy zamieścić informację o stosownej umowie zawartej na okres minimum do 31.12.2010r z podaniem daty zawarcia i nazwy drugiej strony umowy, 2.planuje zakup, dzierżawę lub leasing taboru w związku z realizacją niniejszego zamówienia, należy zamieścić informację o umowie przedwstępnej zawartej z producentem, sprzedającym, wydzierżawiającym lub leasingodawcą na zakup, dzierżawę lub leasing taboru. Informacja ta powinna zawierać nazwę drugiej strony oraz datę zawarcia stosownej umowy. Umowa przedwstępna winna określać potwierdzenie daty odbioru autobusów do 14.12.2007r oraz następujące parametry autobusów takie jak: marka, typ z określeniem wysokości podłogi, roku produkcji, liczbę drzwi, długość autobusów i pojemność nominalną wg. producenta. 2.Wymagane jest dysponowanie odpowiednim zapleczm technicznym na terenie miasta Bydgoszczy gwarantującym utrzymanie wynikające z rozkładu jazdy liczby pojazdów w ruchu: dokument - Informację o dysponowaniu zapleczem technicznym na terenie miasta Bydgoszczy gwarantującym utrzymanie wynikającej z rozkładu jazdy liczby pojazdów w ruchu z określeniem formy własności lub dysponowania oraz podaniem lokalizacji. W przypadku dysponowania zapleczem obcym należy zamieścić informację o umowie na korzystanie z zaplecza lub umowie przyrzeczenia na korzystanie z zaplecza zawartą z jego właścicielem i zabezpieczającą możliwość korzystania z tego zaplecza minimum do dnia 31.12.2010r.


Autobusy muszą być do 9 metrów . Czyżby Solaris Alpino . I do tego 2 autobusy 11 metrowe.

Na słoneczne poniedziałkowe popołudnie wycinek Ustawy o Godocie ... o ile dobrze dobrany - to "rok" przestaje być widzimisię urzędników. A jak dobrany źle proszę bić jak w bęben

Art. 5a. 1. Państwowe osoby prawne są obowiązane uzyskać zgodę ministra właściwego
do spraw Skarbu Państwa na dokonanie czynności prawnej w zakresie rozporządzenia
składnikami aktywów trwałych w rozumieniu przepisów o rachunkowości, zaliczonymi do
wartości niematerialnych i prawnych, rzeczowych aktywów trwałych lub inwestycji
długoterminowych, w tym oddania tych składników do korzystania innym podmiotom na
podstawie umów prawa cywilnego lub ich wniesienia jako wkładu do spółki lub spółdzielni, jeżeli
wartość rynkowa przedmiotu rozporządzenia przekracza równowartość w złotych kwoty 50.000
euro, obliczonej na podstawie średniego kursu ogłoszonego przez Narodowy Bank Polski
według stanu z dnia wystąpienia o zgodę.
2. Czynność prawna dokonana z naruszeniem obowiązku określonego w ust. 1 jest
nieważna.
3. Nie wymaga zgody, o której mowa w ust. 1, czynność prawna:
1) przedsiębiorstw państwowych, jeżeli na mocy przepisów odrębnych jest wymagane
zgłoszenie zamiaru jej dokonania organowi założycielskiemu,
2) jednoosobowych spółek Skarbu Państwa, w których prawa z akcji lub udziałów wykonuje
minister właściwy do spraw Skarbu Państwa, jeżeli na mocy przepisów odrębnych,
postanowień statutu albo umowy spółki na jej dokonanie jest wymagana zgoda walnego
zgromadzenia albo zgromadzenia wspólników,
3) w zakresie rozporządzenia akcjami i obligacjami dopuszczonymi do publicznego obrotu na
podstawie przepisów o publicznym obrocie papierami wartościowymi,
4) dokonywana w postępowaniu likwidacyjnym, upadłościowym lub układowym,
5) Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa, Agencji Mienia Wojskowego oraz Wojskowej
Agencji Mieszkaniowej - w zakresie rozporządzenia, powierzonymi tym Agencjom na
podstawie przepisów odrębnych, składnikami mienia Skarbu Państwa.
Art. 5b. 1. Z wnioskiem o wyrażenie zgody, o której mowa w art. 5a ust. 1, występuje
państwowa osoba prawna dokonująca czynności prawnej, określając:
1) przedmiot rozporządzenia z wyszczególnieniem danych ewidencyjnych identyfikujących
składniki aktywów trwałych,
2) wartość rynkową przedmiotu rozporządzenia,
3) sposób rozporządzenia,
4) podmiot, na rzecz którego nastąpi rozporządzenie,
5) uzasadnienie gospodarcze czynności prawnej.
2. Do wniosku dołącza się:
1) dokumenty potwierdzające:
a) że wnioskodawca jest państwową osobą prawną, chyba że osobowość prawna została
nadana wnioskodawcy ustawą,
b) prawo do przedmiotu rozporządzenia,
c) wartość rynkową przedmiotu rozporządzenia, o której mowa w ust. 1 pkt 2: wycenę
rzeczoznawcy albo oświadczenie wnioskodawcy - jeżeli wartość rynkową przedmiotu
rozporządzenia można ustalić na podstawie opublikowanych cenników lub notowań
giełdowych albo jeżeli koszt wyceny przewyższa 20% wartości bilansowej przedmiotu
rozporządzenia,
2) projekt umowy, na podstawie której ma być dokonane rozporządzenie,
3) inne dokumenty potwierdzające dane i informacje zawarte we wniosku.
3. Jeżeli złożony wniosek nie spełnia wymagań określonych w ust. 1 i 2, minister właściwy
do spraw Skarbu Państwa wzywa wnioskodawcę do usunięcia braków w wyznaczonym terminie,
pod rygorem zwrotu wniosku. Termin, o którym mowa w ust. 4, ulega zawieszeniu do dnia
usunięcia braków.
4. Rozpatrzenie wniosku następuje w terminie miesiąca od dnia jego doręczenia ministrowi
właściwemu do spraw Skarbu Państwa wraz z kompletem wymaganych dokumentów.
Art. 5c. 1. Zgoda, o której mowa w art. 5a ust. 1, jest wyrażana na czas oznaczony, nie
dłuższy niż rok.
2. Zgoda może być wydana z zastrzeżeniem warunków.
3. W przypadku zgody wydanej z zastrzeżeniem warunków, odmowy wyrażenia zgody albo
zwrotu wniosku, minister właściwy do spraw Skarbu Państwa jest obowiązany do pisemnego
uzasadnienia rozstrzygnięcia.
4. Państwowej osobie prawnej przysługuje prawo wniesienia sprzeciwu do ministra
właściwego do spraw Skarbu Państwa w terminie 7 dni od dnia doręczenia pisemnie
uzasadnionego rozstrzygnięcia, o którym mowa w ust. 3; do sprzeciwu dołącza się jego
uzasadnienie.
5. W przypadku nieuwzględnienia sprzeciwu przez ministra właściwego do spraw Skarbu
Państwa w terminie 14 dni od dnia doręczenia sprzeciwu, państwowej osobie prawnej
przysługuje prawo wniesienia w terminie 7 dni odwołania do sądu. Sąd w terminie 14 dni
wyznacza rozprawę.
6. Do rozpatrywania spraw, o których mowa w ust. 5, stosuje się odpowiednio przepisy
części pierwszej księgi drugiej tytułu II działu IVa Kodeksu postępowania cywilnego.
(Dz.U.96.106.493)

I komentarz .. o ile przytoczone paragrafy są "na temat" to problem zrodził się już na poziomie powstawania PKWK w takiej a nie innej formy prawnej. Wyjęcie majątku z łap takich tworów potworów jak ARN nie wydawało się pomysłem złym. Uciekano przed nożem, którym deweloperzy chcieli pociąć służewiecki tort ale ucieczka okazała się tak skuteczna, że tortu ruszyć teraz nikt, z gospodarzem imprezy włącznie skonsumować nie może. Cytowane przepisy nie otwierają niestety żadnego wyjątku dla umowy pomiędzy pomiotami państwowymi (PKWK-SO Łąck) czyniąc łamigłówkę ciekawszą. Umowa przedwstępna z przyrzeczeniem dzierżawy przy corocznym przechodzeniu procedury uzyskiwania zgody w MSP? Czy wystarczy to partnerom, czy wystarczy ewentualnym kredytodawcom? A może inny haczyk .. czas pokaże choć czasu mniej niż niewiele.

p.s. punkty 5a-5c pojawiły się w Ustawie o zasadach wykonywania uprawnień przysługujących Skarbowi Państwa dopiero w roku 2002 czyli ciut później niż Ustawa o wyścigach konnych. Trudno więc oceniać czy w styczniu 2001 można było lepiej ... kto mógł zresztą przewidzieć, że upadnie STWK? ))

Pozdrawiam,
Marek

Janek195 - Jan Janik, prezes PKP od 15 stycznia 1996 do 30 lipca 1999 ujawnia mega przekręt (być może z korupcją w tle, bo wpis został umieszczony w temacie poświęconym korupcji) i przywołuje "interpelację" posła III kadencji Józefa Dąbrowskiego. W archiwum sejmowym dokument ten zarejestrowany jest pod numerem 894/1999 jako oświadczenie złożone na 67 posiedzeniu w dniu 23.12.1999 roku (Jan Janik został odwołany 30 lipca):

Panie Marszałku! Wysoka Izbo! W ostatnich dniach prasa poinformowała opinię publiczną, że Polskie Koleje Państwowe podpisały ze spółką TST Polska 1 Spółka z o.o. umowę wstępną na sprzedaż praw wieczystego użytkowania terenów będących własnością skarbu państwa, a znajdujących się w obrębie dworca kolejowego PKP w Krakowie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że w ramach przewidzianej transakcji PKP ­ która nie dość, że ma ogromne długi, to jeszcze cierpi na chroniczny brak środków finansowych ­ zamierza sprzedać swoje prawa do ponad 10 ha terenów za szokująco niską cenę ok. 250 zł za m2, podczas gdy przeciętne ceny wywoławcze w takich transakcjach, w przypadku gruntów położonych w samym sercu Krakowa, zaczynają się od kwoty 2000 zł, a więc są co najmniej 8 razy wyższe.

Decyzją poprzedniego Zarządu PKP podstawą określenia ceny sprzedaży prawa użytkowania wieczystego miała być cena ofertowa z przetargu na zagospodarowanie terenów w okolicy stacji Kraków Główny Osobowy, wynosząca 440 zł za m2 gruntu zabudowania komercyjnego z uwzględnieniem 15-procentowej inflacji, co praktycznie dawało kwotę 506 zł za m2. Przypomnę tylko, że wyniki przetargu na zagospodarowanie Krakowskiego Centrum Komunikacyjnego ogłoszono w marcu 1998 r. Z tego widać, że cena sprzedaży nie tylko nie osiągnęła ceny rynkowej, którą władze PKP powinny być żywo zainteresowane, ale jest to cena o 50% niższa od pierwotnie proponowanej przez władze kolejowe. Co na to organy ustawowo powołane do merytorycznej kontroli decyzji Zarządu PKP, a więc Rada PKP oraz minister transportu i gospodarki morskiej?

Dla żadnego kolejarza w Krakowie nie jest tajemnicą, że podmiotem dokonującym zakupu jest de facto firma z Nowego Jorku o nazwie Tishman Speyer Properties. Rodzi się więc dodatkowe pytanie. Jak wspomniana transakcja ma się do obowiązujących przepisów o sprzedaży przez podmiot państwowy praw do wieczystego użytkowania nieruchomości gruntowych cudzoziemcom?

Oczekuję, że ministerstwo transportu w trybie pilnym zajmie się nie tylko tym szczegółowym problemem, ale też podejmie intensywne działania, w wyniku których zostaną wreszcie ustalone zasady ograniczające lub wręcz uniemożliwiające wyprzedaż nieruchomości kolejowych po tak niskich cenach.

Czeka nas w nadchodzącym roku poważny proces komercjalizacji, restrukturyzacji i prywatyzacji PKP. Prawidłowe, zgodne z interesem PKP i Polski rozwiązanie tego bulwersującego problemu będzie dla mnie i środowiska kolejarskiego wykładnikiem rzeczywistych intencji proponowanego modelu reformy przedsiębiorstwa państwowego PKP. Dziękuję za uwagę.

Czy o ten dokument chodziło, panie Janik? Transakcja została zrealizowana, jak pisze Jan Janik, w roku 2002: Cytat: W 2002 roku dokonano sprzedaży nieruchomości gruntowej zabudowanej budynkami i budowlami o powierzchni ok. 12 ha z pominięciem procedury przetargowej, oraz znacznie zaniżonej cenie ( ok. 28 min. zł ) przy istniejącej wycenie opiewającej na kwotę powyżej 200 min zł. (wycena w załączeniu z dekretacją Prezesa Celińskiego) Nie wiem kogo oskarża były prezes Jan Janik, bo jak donosi portal Money.pl w informacji z 29.04.2002 r. o podpisaniu umowy przetarg został na korzyść koncernu Tishman rozstrzygnięty w 1998 roku, a więc gdy autor tego wpisu był prezesem PKP. W styczniu 2002 roku minister Pol zablokował podpisanie umowy, na co Tishman 8.01.2002r. wniósł sprawę do sądu o wydanie działki w Krakowie według cen określonych w umowie przedwstępnej. Oto cytat z Money.pl:

Przetarg na zagospodarowanie nieruchomości należących do PKP amerykańska firma wygrała już w 1998 roku, w tym samym roku została podpisana umowa ramowa, a notarialne umowy przedwstępne z PKP zostały zawarte 12 maja 2000 roku.

Ostateczna umowa miała być zawarta 31 grudnia 2001 roku. Nie doszło do tego, gdyż obie strony nie porozumiały się co do niektórych jej elementów.

Przedstawiciele PKP tłumaczyli, że kolej nie mogła podpisać umowy ostatecznej, ponieważ Amerykanie nie godzili się na zapisanie w niej terminów realizacji poszczególnych etapów inwestycji oraz takiej wartości nakładów, jaka wcześniej została zadeklarowana.

Działkę decyzją sądu wydano. Ostateczną umowę podpisano. Pozostaje jedynie wyjaśnić, czy cena w umowie przedwstępnej został określona gdy Krzysztof Celiński był prezesem, czy w przetargu w 1998 roku za prezesury Jana Janika? Autor sugeruje, że cenę ustalono po jego odwołaniu ze stanowiska prezesa PKP w dniu 30.07.1999 roku. Cytat: Ponadto w tym samym czasie w trybie bez przetargowym oddano w dzierżawę płytę parkingową i część powierzchni handlowej podziemia dworca na okres 30 lat za stawki 24 i 42 zł za l m2 za rok przy istniejących 300 do 400 zł/m2 miesięcznie (interpelacja Posła Józefa Dąbrowskiego) W archiwum Sejmu nie ma interpelacji poświęconej dzierżawie na 30 lat płyty parkingowej ponad peronami dworca. Dzierżawcą tej płyty jest ZU Południe spółka należąca w większości do Jana Krawczyka, monopolista na rynku sprzątania wagonów i obiektów kolejowych w południowej Polsce oraz współzałożyciel Fundacji Pomocy Osobom Niepełnosprawnym w Stróżach Stanisława Koguta. Cytat: Obecnie prowadzone jest (od 2004r) śledztwo w tej sprawie przez prokuraturę Rejonową Kraków Śródmieście Wschód pod sygn. I Ds. 29/05/Sp. Pozdrawiam UKŁAD krakowski. Śledztwo toczy się już 5 lat. Dobrze, że się toczy a nie zostało umorzone. Wniesione przeze mnie sprawy zostały natychmiast umorzone, gdy odwołano mnie ze stanowiska dyrektora tamtejszego oddziału Wars.

Krakowskie wydanie "Gazety Wyborczej" z 4.03.2004 przedstawia takie oto kalendarium wydarzeń przejęcia 12 ha gruntów PKP w Krakowie przez firmę Tishman Speyer Properties:

Wrzesień 1997 - spółka gminy Kraków, wojewody i PKP organizuje przetarg na zagospodarowanie terenów Krakowskiego Centrum Komunikacyjnego. Oferty składają m.in. Tishman Speyer Properties i ECE Projektmanagement;

Luty 1998 - firma Tishman Speyer Properties po wygraniu przetargu podpisuje umowę ramową dotyczącą inwestycji w sąsiedztwie stacji Kraków Główny. Amerykanie zapowiadają wybudowanie na sześciu hektarach 250 tys. m kw. biur, hoteli, kin i obiektów handlowych. Pierwsze budynki mają zostać oddane do użytku do 2000 r. Powstaje spółka TST Polska 1, do której gmina wnosi dwa hektary ziemi.

Wrzesień 1998 - Zarząd Miasta Krakowa akceptuje przygotowaną przez TSP koncepcję zagospodarowania obszaru KCK. Amerykanie otrzymują decyzję magistratu o ustaleniu warunków zabudowy i zagospodarowania terenu, tzw. WZiZT, dla pierwszego etapu inwestycji.

Maj 1999 - b. wiceprezydent Krakowa Krzysztof Goerlich zostaje dyrektorem ds. zarządzania i strategii w TSP.

Marzec 2000 - Tishman dokonuje pierwszych wyburzeń - znikają zabudowania Herbapolu przy ul. Warszawskiej.

Maj 2000 - Tishman podpisuje umowę przedwstępną z PKP, dotyczącą wykupienia do końca 2001 r. 12 hektarów gruntów należących do kolei oraz dzierżawy podziemi dworca kolejowego i parkingu nad peronami. TSP deklaruje, że w pierwszym etapie inwestycji nazwanej Nowe Miasto, wycenianym na 200 mln dolarów, wybuduje obiekty handlowe o powierzchni 60 tys. m kw., 20 tys. m kw. biur, multikino z 16 ekranami, hotel czterogwiazdkowy i parking na 2400 samochodów.

Lato/jesień 2000 - prezydent Krakowa Andrzej Gołaś doprowadza do renegocjacji i zmiany umowy spółki TST Polska 1.

Listopad 2000 - "Nowa Pawia będzie główną ulicą Krakowa" - zapowiada Torben Nielsen, dyrektor TSP na Europę Środkową. Przedstawia wizję Nowego Miasta - I etap do 2003 r. - jako przedsięwzięcia wartego do 750 mln dolarów, informując o planowanych inwestycjach w Warszawie i w Poznaniu. Tishman informuje, że dyrektor Goerlich jest na urlopie.

Marzec 2001 - wojewoda Ryszard Masłowski interweniuje u premiera Jerzego Buzka w sprawie realizacji umowy z koleją.

Kwiecień 2001 - ówczesny minister transportu Jerzy Widzyk zgadza się na sprzedaż przydworcowych działek. Kolej występuje o kolejną zgodę, tym razem do MSW, które zgadza się dwa miesiące później;

Grudzień 2001 - wicepremier Marek Pol wstrzymuje podpisanie umowy PKP z Tishmanem;

31 grudnia 2001 - traci ważność umowa przedwstępna. W następnych miesiącach Tishman składa w sądzie wniosek o zablokowanie PKP prawa dysponowania gruntami i zapowiada rezygnację z inwestycji. Toczą się kilkumiesięczne rozmowy. Wicepremier Pol, nie spotykając się z przedstawicielami TSP, domaga się złożenia przez Amerykanów deklaracji wydania 224 mln zł na przebudowę podziemi dworcowych i parkingu nad stacją kolejową.

Kwiecień 2002 - podpisanie umowy Tishmana z PKP na zakup gruntów kolejowych. W jednym z sześciu aneksów do porozumienia TSP składa deklarację wydania 140 mln zł na przebudowę parkingu i podziemi, pod warunkiem że wcześniej wybuduje Nowe Miasto. Tishman szacuje, że inwestycję odda w 2005 r.

Czerwiec 2002 - Tishman nawiązuje współpracę z niemiecką firmą ECE Projektmanagement, która występuje jako agent leasingowy.

Październik 2002 - amerykański Departament Handlu wysyła do polskiego Ministerstwa Sprawa Zagranicznych pismo z prośbą o wyjaśnienie, dlaczego Tishman nie może rozpocząć inwestycji w Krakowie.

30 lipca 2003 - Tishman i ECE prezentują wizualizacje Nowego Miasta, a właściwie pierwszego etapu inwestycji, czyli Galerii Krakowskiej z 60 tys. m kw. sklepów, 10 tys. biur, kinem i hotelem. Termin oddania inwestycji - koniec 2006 r.

Luty 2004 - TST Polska 1 sprzedaje grunt spółce powołanej przez ECE i zapowiada zredukowanie swojego udziału w budowie Nowego Miasta.

Z powyższego kalendarium widać, że wygrany w lutym 1998 r. przez firmę Tishman Speyer Properties przetarg na zagospodarowanie zamienił się w maju 2000 r. w umowę przedwstępną na zakup gruntów przez zupełnie inną firmę TST Polska 1 a w kwietniu 2002 grunt tej firmie sprzedano. W lutym 2004 r. firma TST Polska 1, która nie stratowała w przetargu a mimo to stała się właścicielem 12 ha gruntów PKP w samym centrum Krakowa przy Dworcu Głównym, sprzedała ten grunt firmie ECE Projektmanagement, która przetarg przegrała. ECC postawiła na tym terenie centrum handlowe pn. Galeria Krakowska i zespół budynków biurowo-mieszkalnych.

W wyniku tej wieloletniej kombinacji dokonano super transakcji, jak pisze Janek195: Cytat: Sprzedano 12ha gruntu warte przeszło 226 mln zł za cenę 28 mln firmie TSP Polska z półroczną karencją zapłaty do PKP. PKP SA straciła około 200 mln zł.

Prezesami PKP/PKP SA byli:
- 15.01.1996 - 30.07.1999 - Jan Janik
- 30.07.1999 - 12.06.2002 - Krzysztof Celiński
Ministrami transportu/infrastruktury byli:
- 31.10.1997 - 08.12.1998 - Eugeniusz Morawski
- 08.12.1998 - 08.06.2000 - Tadeusz Syryjczyk
- 12.12.2000 - 19.10.2001 - Jerzy Widzyk
- 19.10.2001 - 02.05.2004 - Marek Pol

Umowę przedwstępną na zakup (nie na zagospodarowanie jak w przetargu) gruntów podpisano w maju 2000 r. za kadencji prezesa PKP Krzysztofa Celińskiego i ministra transportu i gospodarki morskiej Tadeusza Syryjczyka.

W "Gazecie Wyborczej" z 4.03.2004 r. znalazłem wywiad z Witoldem Paskiem, rzecznikiem firmy Tishman Speyer Properties w Polsce. Został on przeprowadzony po oświadczeniu Tishmana o wycofaniu się z Krakowa. Informacje w nim zawarte rzucają inne światło na całą sprawę. Po zapoznaniu się z tym tekstem, nie dziwię się, że sąd wydał korzystną decyzję dla Tishmana. Wywiad jest bardzo długi. Wybrałem fragmenty dotyczące PKP:

Na początku 1998 roku miasto, wojewoda i kolej urządziły przetarg na zagospodarowanie obszaru Krakowskiego Centrum Komunikacyjnego. Jego warunki mało kto pamięta.

- To właściwie był konkurs architektoniczny. Bardziej oceniano pomysł i koncepcję zagospodarowania terenu niż warunki ekonomiczne. Mówiło się też oczywiście o woli zainwestowania odpowiednich sum. Zasada konkursu była prosta: przyjdźcie, pokażcie pomysł, a my, czyli kolej, miasto i wojewoda, wniesiemy grunt do spółki, czyli będziemy uczestniczyć w inwestycji. Tishman wygrał całościową koncepcją, dobrze łączącą funkcje publiczne z komercyjnymi. Jedno trzeba wyraźnie powiedzieć: to była koncepcja odpowiadająca realiom ekonomicznym roku 1998. Gdyby Nowe Miasto powstało do 2001 roku, odpowiadałoby temu właśnie projektowi.

Krótko po przetargu okazało się, że warunki, na jakich się odbywał, zostały wywrócone.

- Kolej, której przedstawiciele byli w komisji i których głosami wygrał Tishman, stwierdziła, że terenu do spółki nie wniesie, lecz może go sprzedać. Pojawiła się nowa sytuacja, która - w efekcie - wymusiła zmianę koncepcji pozyskania terenu.

....

W 1998 roku Tishman wygrywa przetarg na zagospodarowanie 5 hektarów gruntów. Dwa lata później firma zabiega o grunt trzy razy większy, a szef TSP na Europę Środkową Torben Nielsen snuje wizję Nowego Miasta jako przedsięwzięcia pierwszego w kolejności, za którym pójdą inwestycje w Warszawie i Poznaniu. To wizja sieci center biznesu zlokalizowanych w okolicach dworców. To z tamtego czasu pochodzi zapowiedź ściągania do Krakowa międzynarodowych firm konsultingowych, finansowych czy banków, których sprowadzić ma atrakcyjność miasta. Co się stało w tych dwóch latach, że projekt rozrósł się do niewyobrażalnych rozmiarów?

- Projekt stał się atrakcyjny dla inwestorów. W roku 2001 roku my nadal dysponujemy tylko kawałkiem ziemi wniesionej przez miasto do spółki TST Polska 1 i obietnicami, że otrzymamy inne grunty niezbędne dla tej inwestycji. Z PKP obowiązuje umowa przedwstępna, na podstawie której podjęliśmy decyzję o podjęciu kampanii marketingowej na skalę światową. Chcieliśmy zapewnić naszemu projektowi możliwość rozwoju i pozyskać atrakcyjnych dla nas i dla Krakowa najemców, przynosić jeszcze więcej dochodu.

....

W końcu 2001 r. mówicie pierwszy raz, że jak nie będzie umowy z koleją na sprzedaż gruntów, to się wycofujecie.

- Przygotowałem sobie zestawienie. Dwa lata rozmów z PKP na przygotowanie umowy przedwstępnej. Umowa z PKP leży sześć miesięcy u ministra skarbu państwa Andrzeja Chronowskiego i pięć miesięcy u ministra transportu Jerzego Widzyka. Toczą się debaty w Sejmie, interpelacje, zapytania. Potem leży jeszcze dodatkowe pięć miesięcy w Ministerstwie Infrastruktury u wicepremiera Marka Pola. Umowa zamiany gruntów z PKS-em czekała na zatwierdzenie przez Ministerstwo Skarbu Państwa ponad 10 miesięcy. Oczekiwanie na decyzję WZiZT, dotyczące układu komunikacyjnego w mieście trwało ponad rok. Tymczasem - na nasz koszt - wykonaliśmy studium komunikacyjne dla całego centrum Krakowa. Od 2000 do 2003 roku trwały negocjacje z Pocztą Polską dotyczące ruiny w rejonie inwestycji. No i dołóżmy jeszcze trzy miesiące jesienią 2000 na renegocjacje umowy z miastem.

....

Jeżeli prezydent zaszokował Amerykanów, to jak odebrali postępowanie wicepremiera Pola?

- Szok to słabe słowo. Nie byli w stanie pojąć, o co wicepremierowi chodzi. Ale tak naprawdę nigdy nie negocjowaliśmy z wicepremierem Polem; reprezentował go ówczesny szef gabinetu prof. Ryszard Pregiel. O opiniach wicepremiera Pola dowiadywaliśmy się głównie z gazet.

Twierdził, że chciał zabezpieczyć interes skarbu państwa.

- Jeżeli ktoś sprzedaje teren, to traci możliwość decydowania o tym, co na nim się dzieje. Czy kupi pan samochód od kogoś, kto żąda, żeby pan jeździł dwa razy w tygodniu na myjnię? PKP miało być udziałowcem Nowego Miasta, ale wycofało się z tego. Zamiast wnieść grunt do spółki z nami, postanowili go sprzedać. A skoro tak, kolej sama zrezygnowała z wpływu na inwestycję. Rozmawialiśmy z PKP o tym, co można zrobić i za ile terenach dzierżawionych od PKP.

I w tej sprawie premier Pol ogłosił, że osiągnął sukces, bo musieliście przystać na jego warunki.

- Nie rozumiemy, o co chodziło premierowi. Podpisaliśmy to, do czego i tak od maja 2000 roku się zobowiązywaliśmy. I nic więcej. Tyle tylko, że z powodu wysuwania niezrozumiałych dla nas żądań, stało się to o dwa lata później.

W końcu kwietnia 2002 roku jest porozumienie z koleją, uzyskujecie większość potrzebnego gruntu i kończy się w TSP przekonanie do inwestycji w zapowiadanym zakresie.

- Ale nadal nie pozyskaliśmy gruntów od poczty i PKS-u; pomimo pisemnych gwarancji Ministerstwa Infrastruktury. Wtedy już wiedzieliśmy, że projekt z 1998 roku wymaga dostosowania do nowych realiów ekonomicznych.

....

Czy spotkaliście się z propozycjami załatwienia sprawy za łapówkę?

- Nie. Nie spotkaliśmy się z sytuacją, żeby ktoś wprost zażądał od nas łapówki. Gdyby do tego doszło, natychmiast powiadomilibyśmy prokuraturę.

A nie wprost?

- Zdarzały się sytuacje, gdy osoby, których nie można było podejrzewać o sprzyjanie projektowi, sugerowały nam, że nasze kłopoty skończyłyby się lub stałyby się mniej dotkliwe, gdybyśmy zamówili okna i kaloryfery w określonym miejscu.

To nie był rodzaj nacisku korupcyjnego?

- Boję się, że nikt by tego prawnie tak nie zakwalifikował. Bardzo dbaliśmy o to, żeby firmy pojawiające się w takich sugestiach nigdy od nas nie dostały żadnych zleceń.

....

Dlaczego TSP sprzedał grunt?

- Nie sprzedał.

?

- Nie znam innej firmy, poza spółką TSP, która po tym, co przeszła, jeszcze by w Polsce została. Zmniejszamy nasze zaangażowanie w projekcie i dzielimy się nim z jednym lub dwoma partnerami, na pewno z koncernem ECE; wspólnie realizujemy to przedsięwzięcie. Dzielimy się potencjalnymi zyskami i ryzykiem powstania dalszych opóźnień.

Do jakiego poziomu ograniczacie zaangażowanie?

- W tym momencie nie wiem, bo toczą się negocjacje.

Przypomnę z przytoczonego wyżej kalendarium : Cytat: Maj 2000 - Tishman podpisuje umowę przedwstępną z PKP, dotyczącą wykupienia do końca 2001 r. 12 hektarów gruntów należących do kolei oraz dzierżawy podziemi dworca kolejowego i parkingu nad peronami. I zestawmy to z informacją z wywiadu o ostatecznym podpisaniu umowy sprzedaży 12 ha gruntu PKP w kwietniu 2002 r.: Cytat: Podpisaliśmy to, do czego i tak od maja 2000 roku się zobowiązywaliśmy. W roku 1998 PKP zobowiązała się wnieść grunt do spółki TST Polska1: Cytat: Zasada konkursu była prosta: przyjdźcie, pokażcie pomysł, a my, czyli kolej, miasto i wojewoda, wniesiemy grunt do spółki, czyli będziemy uczestniczyć w inwestycji. Ostateczny efekt: sprzedano grunt bez przetargu za cenę dziesięciokrotnie niższą od rynkowej. Inwestycja została zrealizowana. PKP zainkasowała jednorazowo 26 mln zł. Krzysztof Celiński został ze stanowiska prezesa PKP SA odwołany 12.06.2002 r.

Obszerna lektura o Ryszardzie

Wszystko dla Ryszarda Podkulskiego

Wiele wskazuje na to, że chociaż nie ma go w oficjalnym porządku obrad, na najbliższej, wtorkowej, sesji Rady Miasta może pojawić się punkt dotyczący dzierżawy gruntów w rejonie dawnego hotelu "Rzeszów".

Chodzi o kilka działek, które nie zostały wystawione na przetarg z powodu toczących się postępowań zwrotowych na wniosek spadkobierców dawnych właścicieli. Kto jest zainteresowany dzierżawą tych działek? Przedsiębiorca Ryszard Podkulski, który chce tam budować centrum handlowe. Ale Podkulski zapłacił tylko za część niezbędnego mu gruntu. I to dla niego prezydent wraz ze swoimi urzędnikami przygotowuje prezent w postaci projektu uchwały Rady Miasta, dzięki której za symboliczną opłatę dzierżawną Podkulski przejmie wszystkie potrzebne mu działki.

Czyj interes ważniejszy dla radnych?

Radni muszą sobie jednak zdać sprawę, że przykładanie ręki do takiej decyzji oznacza zgodę na jawne wsparcie Podkulskiego. Nigdy do tej pory nie było to widoczne tak dobitnie, jak robi się to w tej chwili. Radni nie mają jednak działać dla własnych interesów ani tym bardziej dla Ryszarda Podkulskiego. Zostali wybrani przez mieszkańców Rzeszowa, by służyć ich interesom. I mieszkańcy nie wybaczą im, jeśli postawią interes jednego wpływowego człowieka ponad interes miasta i mieszkańców. Bo spadkobiercy to także mieszkańcy, o których interes powinni dbać radni. A my będziemy przypominać ich nazwiska, tak by przy kolejnych wyborach ludzie mieli świadomość, którzy z radnych podejmują takie decyzje niekorzystne dla mieszkańców.

Dzierżawa zamiast otwartego przetargu

Z informacji jakie do nas dochodzą, dzierżawa miałaby zostać ustalona na długi okres, np. na 20 lat. Dlaczego? Bo w przypadku dzierżawy spadkobiercy tracą prawo pierwszeństwa nabycia działek. Niestety, władze miasta nie odpowiedziały dotąd na nasze pytania postawione w tej sprawie zarówno na łamach gazety w dwóch ostatnich wydaniach weekendowych, jaki i wysłane bezpośrednio. Czyżby prezydent i miejscy urzędnicy bali się ujawnienia prawdy?

Tymczasem ludzie, którzy starają się o zwrot gruntów w tym rejonie, są zbulwersowani i czują się już bezsilni. - Jeśli nawet postępowanie zwrotowe zakończy się dla nas niekorzystnie i nie skorzystamy z prawa pierwszeństwa, to jeśli nam odmówią, niech grunt kupi ten, który da wyższą cenę, w otwartym przetargu - komentują obecną sytuację. - A jeśli postępowanie zwrotowe zakończy się dla nas korzystnie, to niech to od nas zależy, czy wydzierżawimy nasze działki panu Podkulskiemu, czy może innemu przedsiębiorcy. Dlaczego mamy być zakładnikami Podkulskiego i ofiarami działań prezydenta Ferenca?!

Spadkobiercy czuli się zastraszani

Kupując grunt za dawnym hotelem "Rzeszów", Podkulski musiał zdawać sobie sprawę, że nie będzie mieć tytułu prawnego do brakujących działek. Musiał wiedzieć, iż być może trzeba będzie jeszcze długo czekać, aż stan własnościowy tych gruntów całkowicie się wyjaśni. No chyba, że... wiedział, że w razie czego miasto wydzierżawi mu te działki. Bezpodstawne przypuszczenie? Nie. Najlepszym dowodem, że taki wariant jest zupełnie prawdopodobny, jest historia opowiedziana nam przez spadkobierców dawnych właścicieli działek w tym rejonie.

Z oczywistych względów osoby te chcą pozostać anonimowe.

- W przypadku naszej działki jest nas kilkunastu spadkobierców. Najpierw składaliśmy wniosek o zwrot w urzędzie i każdy przeprowadzał sobie sprawy spadkowe. Nie wiemy, jakim sposobem prawnicy pana Podkulskiego znaleźli wszystkie nasze adresy - mówią nasi rozmówcy. - To są osoby mieszkające w różnych miejscowościach w kraju. Potem do każdego jeździł sam Podkulski raz z kobietą, raz z mężczyzną lub wysyłał swoich prawników. Przychodzili z taką ofertą, żeby za niewielkie pieniądze, (to nie była określona suma, w jednym tylko przypadku w Zakopanem było to 10 tys. zł) odstąpić prawa pierwszeństwa i przepisać na niego. Ponieważ działka jest współwłasnością próbował przekonać chociaż jedną osobę.

A co działo się w przypadku odmowy?

- Ja sama usłyszałam, że jeżeli się nie zgodzę, to i tak niczego od miasta nie dostanę - opowiada jedna z osób. - Odniosłam wrażenie, że tutaj w mieście nie decyduje Rada Miasta, prezydent czy wojewoda, tylko Podkulski. I ja to odebrałam jako groźbę. Prawnik Podkulskiego rozmawiał ze mną dwukrotnie w ubiegłym roku. W końcu maja i na przełomie września i października. Mimo że za pierwszym razem powiedziałam, że sobie nie życzę takich rozmów. Wiem, że Podkulski pojawiał się osobiście wraz z prawniczką w Cieszynie, Zakopanem, Częstochowie. "Bo pani zobaczy" usłyszały te osoby coś w tym stylu. Wszyscy mu odmówili. Od tej pory nie było już kolejnych prób podchodzenia. To znaczy, że Podkulski musiał czuć się już pewnie, że będzie to miał dla siebie. Podkulski był pewien, że jeśli w ten sposób tego nie załatwi, to w jakiś inny mu się to uda, bo mówił to z pełnym przekonaniem.

Dane wyciekły z urzędu?

Ludzi szczególnie bulwersuje to, że jak przypuszczają, z urzędu prawdopodobnie wyciekły ich dane.

- Ktoś musiał udostępnić nasze nazwiska i adresy - mówią z przekonaniem. - Przecież inaczej nie można ich było zdobyć.

Jest jeszcze jedna rzecz, na którą chcą zwrócić uwagę.

- Kiedyś w latach 60. w umowie wywłaszczeniowej miasto zapewniło w zamian za dom, który stał na działce, mieszkanie - tłumaczą. - Potem od tego odstąpiono i rodzice musieli załatwiać mieszkanie w swoim zakresie. Wywłaszczano wówczas za śmieszne pieniądze. To jednak jest krzywda, której nikt nam przez lata nie wyrównał. Nie chodzi o to, że ktoś z nas chce się teraz dorobić. Ale tereny były wywłaszczane pod cel publiczny, a obecnie ma tu stanąć obiekt prywatny, który będzie komuś przynosił zyski.

Nie chcą być poddawani naciskom

Spadkobiercy chcą, by postępowanie było prowadzone spokojnie i bez nacisków na nich. Nie mogą zrozumieć, dlaczego miasto miałoby iść na rękę Podkulskiemu i wydzierżawiać grunty, zamiast zaczekać na zakończenie postępowania i ewentualnie wystawić te tereny w przetargu.

Gdyby dzierżawa doszła do skutku i w tym czasie na działkach powstały obiekty budowane przez Podkulskiego, a później spadkobiercy jednak uzyskali zwrot gruntu, byliby postawieni pod ścianą. Uzyskaliby jednak grunt z fragmentami budynku, jaki ma tam powstać. Nie mogliby więc korzystnie sprzedać tego gruntu. Teoretycznie mogliby zażądać od Podkulskiego czynszu. Tylko on i nikt inny byłby zainteresowany zakupem od nich zwróconych działek z jego budynkami. Więc mógłby je kupić na swoich warunkach.

Czemu miasto nie chce wydzierżawić działek np. na 3 lata, do czasu zakończenia postępowań zwrotowych? Czy chodzi o to, żeby spadkobiercy w tym czasie odeszli z tego świata? A co będzie po dwudziestu latach? Czyżby kolejne przedłużenie dzierżawy?

Nie każdemu ułatwia się inwestycje

W czasie, gdy Ryszard Podkulski inwestuje bez ograniczeń, inni inwestorzy nie mają tak lekko.

Sztandarowym przykładem paradoksalnie jest sprawa inwestycji w rejonie hotelu "Rzeszów", tyle że wówczas miała innego inwestora. Pamiętamy, z jakimi trudnościami trwało przygotowanie planu zagospodarowania przestrzennego.

Najwięcej wątpliwości mieli wtedy radni prawicy. W końcu zablokowali decyzje w sprawie uchwalenia planu przestrzennego ze względu na formułowane przez nich zastrzeżenia do osoby inwestora. Sytuacja zmieniła się nieco dopiero wtedy, gdy z powodu takiego nacisku radnych inwestycję przejęła inna firma. To ona burzyła hotel "Rzeszów" i wykonywała inne przygotowania do inwestycji.

Jednak wówczas coraz bardziej dawały o sobie znać problemy własnościowe w tym rejonie. Z powodu roszczeń spadkobierców nie dało się przeprowadzić przetargu na zwarty teren potrzebny pod inwestycję. W rezultacie firma zaproponowała miastu dzierżawę terenu i przejęcie na siebie ewentualnych zobowiązań wobec spadkobierców. Władze miasta nie chciały o tym jednak słyszeć.

W końcu okazało się, że to Ryszard Podkulski jest bardzo zainteresowany budową w tym miejscu. Już wcześniej Podkulski stał się współwłaścicielem skrawków gruntu w tym rejonie, co dawało mu możliwości prawne, aby móc skutecznie blokować plany inwestycyjne ówczesnego właściciela hotelu "Rzeszów". I to należąca do niego spółka kupiła pierwszy wystawiony na przetarg fragment terenu. A ówczesny inwestor i pomysłodawca wybudowania dużego centrum handlowego, postawiony wobec takich faktów zmuszony był odsprzedać posiadane przez siebie grunty wraz z projektem inwestycji na rzecz Podkulskiego.

Inna sprawa dotyczy przypadku kompleksu Resovia Park, który miałby powstać u zbiegu ul. Wyspiańskiego i al. Witosa. Do tej pory uchwalono już niezbędny plan zagospodarowania. Inwestor niedługo ma składać wniosek o pozwolenie na budowę. Ostatnio prezydent zasugerował, by w budżecie miasta rezerwować pieniądze na dokumentację przebudowy sztucznego lodowiska przy al. Witosa. O co chodzi? Do budowy kompleksu potrzebne były m.in. miejskie tereny. Zostały za zgodą radnych użyczone pod pewnymi warunkami, m.in. budową nowego lodowiska. W umowie użyczenia klubowi Resovia przez miasto terenu wraz z lodowiskiem zapisano, że w razie niedotrzymania terminu rozpoczęcia budowy (dotyczy to także złożenia wniosku o pozwolenie na budowę), lodowisko wróci do właściciela, czyli do miasta. Ten termin mija końcem lutego. Nowe lodowisko powstałoby w ramach całego kompleksu sportowo-rozrywkowo-handlowego. Jednak prezydent, jak widać, nie okazuje w tej sprawie cierpliwości.

O tym, że nie zawsze miasto ułatwiało prowadzenie inwestycji, świadczą wypowiedzi przedsiębiorców.

- W ostatnim czasie nie zajmowałem się inwestycjami w mieście. Natomiast jeżeli chodzi o sprawy sprzed kilku lat, to rzeczywiście nie było mi łatwo - powiedział nam Władysław Mróz, właściciel firmy "Mróz - Chemal". - Przede wszystkim chodzi o rozwlekanie w czasie rozmaitych formalności. Czasowo obsługa inwestycji była bardzo zła, a to niekorzystnie wpływa na inwestycję, często wręcz zmniejsza jej wartość. Nie wiem, być może projekty są segregowane przez władze miasta, dzielone na te ważniejsze, większe i te mniej ważne. To z kolei może odbijać się na tempie realizacji poszczególnych przedsięwzięć.

Podkulski dobroczyńca?

Do tej pory w Rzeszowie panuje wyobrażenie na temat Ryszarda Podkulskiego, że jako mieszkańcy zawdzięczamy mu bardzo dużo, bo buduje obiekty, których do tej pory w mieście nie było. Ale nikt nie zwraca uwagi, że dzieje się tak chyba z powodu panującego układu.

Dlaczego w Rzeszowie nie powstało dotąd żadne centrum handlowe podobne do warszawskiej Galerii Mokotów czy Arkadii? Do tej pory powinno być już trzy lub cztery takie obiekty. Powinny ze sobą konkurować dla dobra klientów, tymczasem doszło do sytuacji, że wszystkie większe centra handlowe są kontrolowane przez Ryszarda Podkulskiego. Co więcej, w Millenium Hall, projektowanym na początku jako pierwsza poważna przeciwwaga dla obiektów Podkulskiego, on sam stał się współudziałowcem, m.in. dzięki temu, że udało mu się kupić malutką działkę w samym środku terenów, na których miało powstać Millenium Hall. Podobnie rzecz ma się z inwestycją przy dawnym hotelu "Rzeszów", która ostatecznie została przejęta przez Podkulskiego.

Jak miasto szło na rękę Podkulskiemu

Tak się składa, że w ostatnich latach, to czego miasto oczekuje i co udaje się wyegzekwować od innych inwestorów nie dotyczy przedsiębiorcy Ryszarda Podkulskiego. Podkulski budując swoje kolejne centra handlowe nie wykonał praktycznie nic na rzecz miasta. Trudno bowiem za takie inwestycje uznać zbudowanie pod obiektami handlowymi miejsc parkingowych, które z trudem służą jedynie klientom tych sklepów.

Największym problemem jest to, że miasto nie wymusiło na przedsiębiorcy dodatkowych rozwiązań komunikacyjnych wokół jego obiektów. Przykłady? Od lat nie rozwiązana sytuacja przy Centrum Handlowym Europa II, którego Podkulski jest współwłaścicielem, brak zapowiadanych parkingów podziemnych przy Galerii Graffica, brak inwestycji drogowych (np. dodatkowych zjazdów) przy obiektach Podkulskiego przy al. Rejtana.

Przypomnijmy sytuacje, w których władze miasta szły w ostatnich latach na rękę Podkulskiemu.

1. Tolerowanie przez miasto robót budowlanych, prowadzonych bez pozwolenia na budowie przy ul. Słowackiego (późniejsza Galeria Rzeszów). O sprawie alarmowali wówczas radni oraz Stowarzyszenie Architektów Polskich. Budowę rozpoczęto zanim uprawomocniło się pozwolenie na budowę. Miasto miało wiedzę na temat stanu prawnego pozwolenia na budowę (bo przecież samo je wydało), z okien ratusza było widać pracujące koparki, wylewane fundamenty. I co? I nic. Nikt z władz miasta nie zwrócił uwagi na takie szczegóły, by poinformować odpowiednie służby (nadzór budowlany).

2. W przypadku czterech obiektów Podkulskiego: Galerii Rzeszów, Galerii Graffiki, Plazy i budynku mieszczącego sklep Castorama, miasto wydało pozwolenia na obiekty o powierzchni sprzedaży poniżej 2 tys. mkw. A inwestor budował obiekty kilkakrotnie większe. Następnie dokonywał szerokiej zmiany sposobu użytkowania (wszędzie wprowadzał handel o powierzchni ponad 2 tys. mkw.), na co potrzebował pozwoleń na budowę (których nie miał) oraz uchwał Rady Miasta w sprawie zgody na lokalizację obiektów wielkopowierzchniowych (powyżej 2 tys. mkw.).

Mimo że prezydent Tadeusz Ferenc był informowany o tych samowolach budowlanych, m.in. przez radnych, którzy zwracali na to uwagę, miasto nie reagowało na tę sytuację. Mając zawiadomienia od radnych, władze miasta nie powinny twierdzić, że wszystko jest w porządku, ale zwrócić się o zbadanie sprawy.

Problemem dla Podkulskiego okazało się jednak to, że firma Castorama zagroziła, że nie wprowadzi się do obiektu przy al. Rejtana bez wymaganej zgody radnych. Wtedy prezydent i wspierający go radni lewicy, mimo że wcześniej takiej potrzeby nie dostrzegali, zaczęli wspierać konieczność przegłosowania uchwał zmierzających w stronę legalizacji tam handlu wielkopowierzchniowego.

Takie uchwały, będące krokiem do wspomnianej legalizacji zostały w końcu podjęte. W zamian Podkulski zobowiązał się, że poszerzy al. Rejtana od skrzyżowania z al. Powstańców Warszawy do ul. Popiełuszki (czyli obok swoich obiektów). Tak się jednak nie stało. Nikt z władz miasta nie doprowadził poprzez rozmowy z przedsiębiorcą do realizacji tych obietnic.

Pieniądze (2 mln zł) na al. Rejtana Podkulski wpłacił znacznie później jako element "dżentelmeńskiej umowy" zawartej z radnymi w zamian za kolejne kroki zmierzające do legalizacji innych jego obiektów: Galerii Rzeszów i Graffiki.

3. Od wielu inwestorów miasto uzyskało offset w postaci infrastruktury. Co prawda służącej także ich obiektom, ale ułatwiającej przecież funkcjonowanie miasta, na które budowa dużych sklepów ma wpływ. Chodzi o drogi, dodatkowe pasy ruchu, kolektory deszczowe. Często były to kwoty liczone w milionach zł. Jakie to firmy? Chociażby Tesco, Makro, Real czy RCMB.

Podobnie jest w przypadku budowanego Millenium Hall. Od inwestora tego centrum władze miasta wynegocjowały spory offset. Mają to być pieniądze na poszerzenie al. Rejtana, budowa dróg łączących ul. Kopisto z al. Rejtana za obiektem, a także mniejsze inwestycje na rzecz sąsiadującego z galerią osiedla Spółdzielni "Nowe Miasto".

W przypadku Ryszarda Podkulskiego było inaczej. Wszystkie jego obiekty były praktycznie podpinane „na ostro" do układu drogowego. Nie powstały więc dodatkowe pasy ruchu ułatwiające wjazdy i wyjazdy z jego galerii. Jeśli już coś zostało wykonane, to jedynie to, bez czego funkcjonowanie obiektu byłoby już zupełnie niemożliwe. Miasto nie potrafiło, a może raczej nie chciało negocjować z Podkulskim na temat offsetu. Miejscy urzędnicy tłumaczyli nieprzekonywająco, że chcą wspierać lokalnego inwestora. Są równi i równiejsi?

4. Praktyką stało się to, że ilekroć Podkulski zgłaszał wnioski dotyczące zmian w studium i planów zagospodarowania przestrzennego, dość szybko trafiały one pod obrady Rady Miasta. Bardzo często w dniu obrad, poza wcześniej ogłoszonym porządkiem. Niektóre, gdy radni mieli zastrzeżenia i nie chcieli ich zbyt szybko przegłosowywać, prezydent Ferenc ponawiał później wielokrotnie. Jeśli jakieś uchwały dotyczące polityki przestrzennej z takim uporem trafiają na radę, to chyba znak, że są zgodne z polityką przestrzenną miasta. Miejscy urzędnicy za każdym razem znajdowali bowiem uzasadnienie dla tych rozwiązań. Pytanie tylko, czy miasto ma w ogóle jakąś politykę przestrzenną? Tymczasem powszechnie znane są przypadki, że inni inwestorzy zgłaszają swoje wnioski dotyczące zmian w studium i planach przestrzennych i... bezskutecznie czekają miesiącami aż zostaną one skierowane pod rozwagę radnych. Czyżby te wnioski nie odpowiadały polityce miasta, a te kierowane przez Ryszarda Podkulskiego tak? Pytanie, co jeszcze oprócz złożenia dokumentów ma zrobić inwestor, żeby zajęto się jego wnioskiem?

Jak to się robi w Rzeszowie? Może ktoś z naszych Czytelników wie coś więcej? Czekamy też na Wasze opinie na forum Super Nowości: www:pressmedia.com.pl oraz pod adresem mailowym kkuchta@pressmedia.com.plTen adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć

Krzysztof Kuchta

Naszym zdaniem...
Wydzierżawiłem Twoją działkę Panu Podkulskiemu. Prezydent Miasta
Jeśli radni uchwalą teraz zgodę na dzierżawy wiążące na kilkadziesiąt lat właścicieli działek, które za chwilę nie będą już należeć do miasta, to otwierają drogę do skandalicznych rozwiązań, których nie ma nigdzie indziej. Co to oznacza? Możesz dostać pewnego dnia list o takiej treści: „Wynająłem Twoją działkę Panu Podkulskiemu, ustaliłem z nim czynsz, nie jest on zbyt wysoki, bo pan Podkulski nie zgodzi się na taki czynsz i teraz działka już nie jest Twoja, bo jest pana Podkulskiego. Podpisano: Prezydent Miasta."
I to co piszemy powyżej, nie jest wcale wielkim żartem. Działki, o które chodzi, ewidentnie się tym ludziom należą. Zostały im bezprawnie zabrane, więc miasto nie ma prawa nimi rozporządzać na kilkadziesiąt lat do przodu, wiedząc, że przestaną należeć do miasta za pół roku czy za rok, jak tylko skończą się sprawy sądowe.
Jeśli radni spróbują to zrobić, korzystając z ostatniej chwili, to sprawa ta nie pójdzie w zapomnienie i praktycznie rzecz biorąc może to być koniec kariery tych osób. Media im tego nie darują. Prezydent może się w ten sposób podłożyć, bo wie, że prawdopodobnie nie będzie już kandydował. Im bliżej końca kadencji, tym bardziej będzie odważniejszy w robieniu różnych działań.
Teraz prezydent Tadeusz Ferenc stara się przymusić tych ludzi do tego, by podpisali umowę z Ryszardem Podkulskim na bardzo niekorzystnych dla nich warunkach. Jak czułby się właściciel jakiejś działki, gdyby przyszedł do niego miejski urzędnik i powiedział, że wynajął jego prywatną działkę innemu właścicielowi? Uznałby to za absurd. Przecież gdyby spadkobiercy odzyskali te działki, nie chcieli mieć żadnej umowy z Podkulskim. Prezydent chce więc ich na siłę ożenić z Podkulskim. A spodziewamy się, że w umowie będzie podany bardzo niewielki czynsz.
Niech Podkulski buduje centrum bez tych działek. Jednak jak widać władze idą mu na rękę. Ludzie mówią na mieście, że nie ma takiej rzeczy, której by Ferenc nie zrobił dla Podkulskiego. Wynika z tego, że prezydent każdemu potrafi zrobić krzywdę poprzez podpisanie wszystkiego dla Podkulskiego.

Dziennikarze Super Nowości

*****

Podkulski blokuje Millenium Hall?

Z Bogdanem Pawłowskim, inwestorem Millenium Hall, rozmawia, Krzysztof Kuchta

- Pomysł budowy na Nowym Mieście centrum handlowego, które później nazwano Millenium Hall, narodził się kilka lat temu. Co Pana skłoniło, by zainteresować się tego typu inwestycją? Zapytam przewrotnie: czy istniejące w Rzeszowie centra handlowe nie wystarczały?

- Tego typu inwestycje są częścią interesów, które od lat prowadzę. W Rzeszowie mieszkam, tutaj żyję, tutaj też inwestuję. Będąc między innymi właścicielem Centrum Handlowego Europa II, przez lata obserwowałem, jak zmienia się sposób robienia zakupów, jaką ewolucję przechodzi sam handel. Jednocześnie porównując Rzeszów do innych miast, łatwo zauważyć, że został on daleko w tyle za miastami, w których istnieją prawdziwe galerie handlowe w standardzie, w jakim żyje cały współczesny świat. Ponadto Rzeszów ma swoją specyfikę i potrzeby, których do tej pory nikt nie był w stanie spełnić. Myśląc o tej inwestycji, nie chodziło mi tylko o galerię handlową. Zależało mi na tym, żeby to miejsce dało mieszkańcom miasta i regionu więcej możliwości spędzania wolnego czasu. Udało się stworzyć koncepcje miejsca multifunkcyjnego - z wieloma działalnościami, na które w Rzeszowie jest ogromne zapotrzebowanie, bo ich po prostu nie ma. Sama nazwa właśnie tę multifunkcyjność podkreśla. Projekt spotkał się z bardzo dużym zainteresowaniem, śmiało można powiedzieć na świecie, bo w wielu miejscach był przywoływany jako przykład prawidłowego myślenia o takim biznesie zgodnie z czasem, trendami i prognozami na przyszłość. Chciałem to zrobić raz a dobrze!

- Chciał Pan więc zrobić centrum z „prawdziwego zdarzenia" i z rozmachem. Jednak czy to prawda, że już na wczesnym etapie okazało się, że w środku przyszłej inwestycji działkę kupił Ryszard Podkulski?...

- Długo pracowałem nad tym, żeby do realizacji tej inwestycji mogło dojść. Ryszard Podkulski robił wszystko, żeby mieć na to wpływ. Udało mu się przechwycić dwie działki, na zakup których miałem już zawarte umowy przedwstępne. Jedną z nich odzyskałem, a co do drugiej, to wielokrotnie proponowałem i zgłaszałem chęć jej odzyskania. Dobrego biznesmena cechuje spryt i tego Podkulskiemu odmówić nie można, ale dobrego biznesmena cechuje też uczciwość i honor, i ja tak staram się postępować. Byłem w posiadaniu jednej działki w okolicy byłego hotelu „Rzeszów", ale sprzedałem tę działkę, żeby nie uniemożliwiać procesu budowy innej galerii też potrzebnej miastu.

- Co mogło przyświecać takim działaniom Podkulskiego? Chęć blokady Pana inwestycji? Czy była gdzieś podobna sytuacja z działką „w środku" kupioną przez tego inwestora?

- Zdecydowanie tak. Działka nie mogła być w żaden sposób zagospodarowana. Jednakże przez fakt jej posiadania Podkulski stał się stroną wszelkich postępowań administracyjnych dotyczących Millenium Hall.

Sam problem nieodbierania korespondencji czy utrudnianie formalizowania jakiejkolwiek sprawy związanej z pozwoleniem na budowę. To naprawdę długa droga, którą musiałem przejść. Nawet przed sądem próbował udowadniać, że nie było go w domu, gdy doręczano mu korespondencje.

- Gdyby nie sprawa z działką, inwestycja mogłaby ruszyć szybciej. Trzeba było przecież dostosowywać do niej przygotowywany plan zagospodarowania.

- Zdecydowanie tak - w okresie przed pozwoleniem na budowę musiałem zmagać się z procedurami administracyjnymi wywołanymi działaniem Podkulskiego, o czym zresztą jawnie mówił w mediach.

- W końcu jednak projekt Millenium Hall nabrał kształtów i największa budowa na Podkarpaciu ruszyła. Obserwowaliśmy szybkie tempo prac. Minęło kilka miesięcy, aż tu raptem dźwigi stanęły, wybuchła kwestia zaległości wobec wykonawców, a w urzędach pojawiło się zamieszanie wokół pozwolenia na budowę. I w tę sprawę, co było zupełnie jawne, także zaangażowany był Ryszard Podkulski.

- Owszem, mieliśmy nieporozumienie z głównym wykonawcą, ale problem został zażegnany i rozwiązany. Nie jest to sprawą niespotykaną przy realizacji ogromnych inwestycji.

Kontrowersje wokół pozwolenia na budowę były inspirowane przez Podkulskiego. Jak czas pokazał, zarzuty okazały się bezpodstawne i nieprawdziwe .

- Po tych zawirowaniach budowa ponownie ruszyła. Jednak nie minęło dużo czasu, mieliśmy kolejne spowolnienie prac, a Pan przyjął Podkulskiego jako współinwestora Millenium Hall. Nie miał Pan wyjścia?

- Realizując projekt w kilku obszarach, wprowadzane były udoskonalenia w najlepiej rozumianym interesie inwestycji i funkcji, jaką ze sobą niesie. W efekcie zaistniała konieczność uzyskania zamiennego pozwolenia na budowę. Niosło to ze sobą groźbę kolejnych komplikacji. Był to czas intensywnych deklaracji Podkulskiego o chęci wejścia do projektu przy wykorzystaniu jego umiejętności radzenia sobie z lokalną administracją. Mimo że od kilku lat nie współpracowaliśmy, postanowiłem dać mu szansę jako wspólnikowi. Uważałem, że jego dynamizm w działaniu wniesie do projektu dodatkową wartość.

- W tamtym czasie pisaliśmy o zmianach w Millenium Hall, wprowadzonych - co było tajemnicą poliszynela - na wniosek Podkulskiego... Zmianach, dodajmy, chyba niezbyt korzystnych?

- Tak, był to okres, kiedy musieliśmy zrezygnować z sali multifunkcyjnej, zastępując ją możliwościami tańszymi, jakie dawała wniesiona do spółki działka.

Nie pozwoliłem jednak, żeby z projektu został usunięty multiplex kinowy. Generalnie następowała niekończąca się weryfikacja niehandlowej oferty Millenium Hall. Było to dla mnie tym bardziej bolesne, że właśnie w funkcji kulturalnej i rozrywkowej od samego początku upatrywaliśmy źródła sukcesu projektu jako całości. Projektu, który dzięki temu byłby niepowtarzalny.

- Po wejściu do MH Podkulski chwalił się, że popchnie tę budowę do przodu. Jakoś trudno to było zauważyć. Do tego podobno pousuwał firmy, które tam pracowały. Jaka w tym logika?

- Tak. Zaczął od wykazywania, że wszystko zrobiłby inaczej. Pozbywanie się firm i najlepszych fachowców z różnych dziedzin spowodowało, jak się okazało, uśpienie budowy. Trzy tygodnie po wejściu do projektu umowa o finansowanie inwestycji została rozwiązana. Millenium Hall pozostało bez ludzi i środków na wykończenie.

- Teraz dźwigi stanęły, na budowie nie widać ludzi. Dlaczego? Do tego krążą pogłoski, że Podkulski próbuje przejąć najemców, by podpisywali z nim umowy na wejście do jego inwestycji przy dawnym hotelu „Rzeszów". To prawda?

- Takiej informacji nie posiadam, ale nie zdziwiłaby mnie. Całe szczęście, że Millenium Hall ma ogromną rzeszę zwolenników, którzy wierzą w ten projekt (oczywiście w jego oryginalnej wersji). Do tego grona należą nasi najemcy, z którymi mamy bardzo dobre partnerskie relacje.

- Co dalej z Millenium Hall?

- Obecnie prowadzę wraz ze swoim zespołem zaawansowane rozmowy z kilkoma grupami finansowymi. Rozmowy są trudne, bo dodatkowo trafiliśmy na ogólnie trudny czas na rynku. Wierzę, że wszystkie problemy dotyczące inwestycji zostaną zakończone w ciągu dwóch najbliższych miesięcy. Centrum Kulturalno-Handlowe Millenium Hall wkrótce przestanie być tylko obietnicą. Mam nadzieję, że szybko uda nam się odzyskać nadszarpnięte zaufanie mieszkańców naszego miasta.



źródło: SUPER NOWOŚCI